Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 31 marca 2014

Recenzja dziełem sztuki po raz kolejny

Tym razem Ziniol szybszy od "Wieści z Kieszan". Zaprzyjaźnieni z naszą redakcją dziennikarze nie zdążyli jeszcze dotrzeć do tej wiadomości, a my mamy już opinię osoby zainteresowanej. Ale do rzeczy: Jakiś czas temu pj z "Wieści z Kieszan" opisał niesamowitą historię awansu recenzji do rangi dzieła sztuki. Otóż artysta komiksowy, Pan Sławomir Lewandowski docenił recenzję jego komiksu "Dobro i zło" opublikowaną na Ziniolu i zrobił z nią coś, co było miodem na serce recenzenta, a o czym możecie przeczytać w artykule "Wielki sukces Ziniola. Recenzja dziełem sztuki". Kilka dni temu podobny los spotkał innego recenzenta, ale o tym opowie sam Sławek:
Sławomir Lewandowski: "Dobro i Zło" - komiks rysowany z myślą osiągnięcia zupełnego dna. Jakież było moje zdziwienie gdy ten czy ów wyraził swoją pozytywną ocenę na temat tego gniota. Smutno mi było bardzo, że nie udało się osiągnąć zamierzonego celu. 
Po kilku miesiącach od wydania komiksu pojawiła się jednak recenzja w idealny sposób opisująca czym jest komiks Dobro i Zło. Chciałbym serdecznie podziękować Panu Karolowi Susowi za to że bez zbędnego smęcenia, w sposób prosty i konkretny ocenił wartość tego komiksu. (rzeczoną recenzję możecie przeczytać w Szufladzie)
Postanowiłem uwiecznić recenzję i - tak jak uczyniłem poprzednio z recenzją Pana Dominika Szcześniaka – oprawić w ramkę . Wyrwałem dwie deski z nadłamanej palety europodobnej i w ten sposób uzyskałem materiał najwyższej próby. Później nastąpiło wycinanko i malowanko. Z doborem koloru nie było najmniejszych problemów – palisander średni – dlatego że zostało mi trochę tego w bańce na dnie. 
Z braku pędzla ramka zakolorowana została starą szczotą ze szczurzego włosia. Gotowe dzieło podziwiać można na fotografii którą wykonałem. Mam nadzieję że ktoś jeszcze kiedyś doceni moje starania i sprawi że kolekcja recenzji "Dobra i Zła" się powiększy.
Muszę jeszcze wspomnieć o zacnym człowieku który wspierał mnie duchowo w trakcie pracy – jest nim kolega Robert. Bez ciebie Robercie nie poszłoby tak sprawnie. Dzięki!!!
Szufladzie i Karolowi Susowi składamy najszczersze gratulacje!

piątek, 28 marca 2014

III Krakowski Festiwal Komiksu

Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie w ramach Małopolskie Studio Komiksu oraz Krakowskie Stowarzyszenie Komiksowe zapraszają 5 kwietnia 2014 do Arteteki WBP w Krakowie na III Krakowski Festiwal Komiksu. 
Głównym celem Festiwalu jest promocja komiksu jako dziedziny sztuki, integracja twórców i miłośników komiksu oraz poszerzenie wiedzy na temat najciekawszych zjawisk i trendów z obszaru kultury obrazkowej. 
Gośćmi tegorocznej edycji będą: Katarzyna Babis, Jakub Dębski, Daniel Grzeszkiewicz, Daniel Gutowski, Michał Rzecznik, Robert Sienicki, Mateusz Skutnik, Dominik Szcześniak, Bartosz Sztybor. Podczas trwania imprezy odbędzie się krakowska premiera komiksu „Miasto z widokiem”, której gośćmi będą: Jakub Babczyński, Paweł Garwol, Tomasz Kleszcz. 
Odwiedzających festiwal gości witać będzie Simeon Genew - artysta grafik, malujący na żywo komiksowe obrazy na płótnie. 
Na miłośników komiksu czekać będzie także wystawa grafik Daniela Grzeszkiewicza. Nowością w programie festiwalu jest konferencja dotycząca obecności komiksu w bibliotekach, podczas której głos zabiorą przedstawiciele wydawnictw komiksowych oraz środowisko bibliotekarskie. Przygotowane zostały również atrakcje dla najmłodszych fanów kolorowych obrazków: na specjalnych warsztatach pod okiem Rafała Szłapy dzieci nauczą się jak stworzyć własny komiks. Tradycją każdej edycji festiwalu jest bitwa komiksowa, czyli pojedynki na pisaki, podczas których komiksowi artyści zmierzą się z tematami zadanymi przez publiczność na temat zadany przez publiczność. Jak co roku przez cały dzień trwać będzie giełda komiksowa, strefa gdzie ciekawe pozycje znajdzie dla siebie nie tylko wytrawny kolekcjoner, ale również każdy amator komiksów.

Program

11:30 (I piętro) Oficjalne otwarcie festiwalu.

11:45 (II piętro) Otwarcie wystawy prac Daniela Grzeszkiewicza.

12:00 - 13:30 (I piętro) Konferencja dot. obecności komiksu w bibliotekach. Analiza procedur zakupu komiksów do zbiorów. Gośćmi spotkania będą: Wojtek Szot (Wydawnictwo Komiksowe, Sklep komiksowy Gildia.pl), Szymon Holcman (Kultura Gniewu), oraz bibliotekarze z krakowskich bibliotek. Prowadzenie: Michał Jankowski, Artur Wabik.

12:00 - 13:30 (II piętro) Spotkanie z Bartoszem Sztyborem i Dominikiem Szcześniakiem.

13:30 - 15:00 (I piętro) Krakowska premiera komiksu "Miasto z Widokiem". Gośćmi spotkania będą: Tomasz Kleszcz, Paweł Garwol, Jakub Babczyński. Prowadzenie: Artur Wabik.

13:30 - 15:00 (II piętro) Warsztaty dla dzieci. Prowadzenie: Rafal Szlapa.

15:00 - 16:30 (I piętro) Spotkanie z Jakubem DEMem Dębskim. Prowadzenie: Jędrzej Chojnacki.

15:00 - 16:30 (II piętro) Spotkanie z Danielem Gutowskim i Michałem Rzecznikiem. Prowadzenie: Rafał Stanowski.

16:30 - 18:00 (I piętro) Spotkanie z Katarzyną Babis i Danielem Grzeszkiewiczem. Prowadzenie: Andrea Sierra.

16:30 - 18:00 (II piętro) Spotkanie z Robertem Sienickim. 10-lecie pracy twórczej

18:00 - 19:30 (I piętro) Spotkanie z Mateuszem Skutnikiem. Prowadzenie: Artur Wabik.

20:00 - 22:00 (I piętro) Bitwa komiksowa.

Po wszystkich atrakcjach dnia AFTER PARTY.

Patronem Festiwalu są: Antyradio oraz dziennikpolski24.pl
Sponsorem Festiwalu jest Sklep.gildia.pl

środa, 26 marca 2014

Kibicujemy (390)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 

Sławomir Lewandowski - jakie ma plany? Kiedy "Zamach na prezydenta 2"? I czym jest "Prestidigitator". O tym dzisiaj. Z pierwszej ręki. 

Sławomir Lewandowski: "Zamach na prezydenta 2" jest już wspomnieniem. Siedzi sobie w drukarni niczym dziecko w brzuszku mamusi, a ja czekam niecierpliwie na jego urodziny. Telefon odezwie się dziś albo jutro i pojadę odebrać poród. Potem będę zły, że nie wszystko wygląda tak, jak planowałem, potem znieczulę się czymś znieczulającym, potem oswoję się z tym, co mnie w  komiksie drażni, potem puszczę go w świat, a kiedy zaczną docierać do mnie informacje zwrotne z opiniami na jego temat – dobrymi bądź złymi – znowu znieczulę się czymś znieczulajacym. 

Napiszcie wierszyk, piosenkę, opowiadanie, czy cokolwiek innego i puśćcie to w świat obcym ludziom do oceny – choćby tylko raz w życiu – uwierzcie mi, jest to jazda bez trzymanki. Można w ten sposób dowiedzieć się wiele o sobie samym. O odporności na kopniaki i o tym jak bardzo nadymane mamy własne ego w przypadku kiedy liżą nas po rzęsach. Oczywiście jest to tylko jeden z wielu sposobów na dowiedzenie się czegoś o sobie. Innym może być na przykład zapuszczenie się w głąb podzwrotnikowej dżungli na golasa z cyrklem w dłoni jako jedynym rekwizytem potrzebnym do przeżycia. Zależy CZEGO chcemy się o sobie dowiedzieć. Dla mnie akurat nie jest to zbyt istotne, by sprawdzić jak zachowam się w samym środku dżungli bez nogi odgryzionej przez goryla, z jadem wstrzykniętym przez pająka olbrzyma. Wystarczy mi, że wydam nowy komiks i znów poliżą lub kopną. 

"Zamach 2" jest na etapie wylęgania - "Prestidigitator" na etapie rysowania. Wymyśliłem sobie postać magika, któremu nikt nie wierzy, że jest prawdziwym magikiem. Mnóstwo jest iluzjonistów, pokazujących nam swoje sprytnie wymyślone sztuczki - z kartami, gołębiami, sznurkami, słoikami itd. Zdajemy sobie sprawę z tego że wszystko to jest iluzją, kłamiącą nasze oczy a nie prawdziwą magią. Aż tu nagle!!! Pojawia się taki jeden który twierdzi że to, co robi nie jest iluzją, tylko magią prawdziwą!!! Że królik wyciągnięty z jego kapelusza to nie jest trick, tylko kurna chata prawdziwa magia. Że jak ze sznurkiem zrobi jakiś bajer, to nie jest sztuczka - to jest magia. Ktoś mu uwierzy? Dlaczego mielibyśmy uwierzyć jednemu z wielu iluzjonistów, robiącemu dokładnie takie same sztuczki jak inni, że to akurat on jest prawdziwkiem? Gościu nie ma szans. 

Po tym co napisałem pomyślicie pewnie, że będzie to komiks o człowieku pełnym dylematów, komiks przepełniony refleksją dotyczącą niezrozumienia jednostki w społeczeństwie i wewnętrznymi rozterkami głównego bohatera. 

Nic z tego. 

Proszę się spodziewać karabinów maszynowych , mordobicia i alkoholu .

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Sławomir Lewandowski

wtorek, 25 marca 2014

Subiektywna Relacja Pyrkonowa Daniela Grzeszkiewicza

Dwudziestego marca roku pańskiego dwa tysiące czternastego, gdy na tronie Rzeczypospolitej Jaśniepanujący Bronisław zasiadał, u boku nadobnej Kasi herbu Kiciputek wyruszyłem w podróż długą a niebezpieczną, by do Poznania na Pyrkon zajechać, rubasznej zabawie się oddać, zacne niewiasty i szlachetnych mężów zapoznać, wśród przyjaciół swawolić i majątek na komiksiory przehulać. Przed moją Panią zadania o wiele cięższe czekały, ale nie wyprzedzajmy faktów. 
Wyruszyliśmy we dwoje koleją żelazną w nieznane. Pełni nadziei i oczekiwań, niepewni tego, co czeka nas dalej... W drodze, która całe sześć godzin trwała zmagałem się z bestią nikotynową, gdyż w szponach nałogu będąc męczyłem się strasznie z chęcią zakurzenia. Jednak przetrwałem składając ofiary całopalne po kryjomy w pociągowej toalecie pod pretekstem moczu oddania. Ostatecznie o godzinie 21:15 pociąg wtoczył się na stację, a my wytoczyliśmy się na peron. 
Poznań miastem jest ładnym. O tyle dziwnym, co ciekawym. Osiedliśmy w hostelu, gdzie przez okno pokoju figurę Zbawiciela rytą w fasadzie budynku postrzegłem, tuż obok klubu go go i baru sportowego. 
Nazajutrz przed bramy Pyrkonu dotarliśmy. Strzegące wrót automatyczne czynniki łypały na nas groźnie, lecz moja pani będąca gościem (a raczej gościówą) prędko wprowadziła nas do środka. A tam... O Santa Madonna! O Se Kula Kwadratoris!! O Tempera Talens Długopis!!! Olbrzymie masy istot ściągnęły na miejsce konwentu. Driady, majady, darmozjady, studenty hasały razem wesoło. Skrzaty, piraty, wariaty szturmowcy, superbohaterowie, boginie, magowie, postaci z kreskówek, filmów, gier, pierwszych stron gazet i list bestsellerów spotkały się razem by śmiać się, rozmawiać, radzić, biedzić i pykać fotki na fejsbuczka. Coś jakoś ponad dwadzieścia tysięcy stworzeń postanowiło zjawić się tutaj bijąc przy tym rekord w ilości osób co roku zjawiających się tutaj właśnie. Atmosfera niesamowita. Wrażenie ogromne. Ciężko to opisać, więc tego nie opiszę, bo ciężko. A towarów przeróżnych nawieźli zewsząd, książków, grów, komiksów, kubków, koszulków i figórków, znaczków, fatałaszków i wszystkiego innego, czego nazwać nie umiem, mnóstwo. W miarę upływu czasu sakwa chudnąć, a siatki dziwnie ciążyć poczęły. Ale jak mawiał mój dziadek - "przestań pieprzyć". Więc o najważniejszych już tylko rzeczach wspomnę, bo mi się już literki kończą na klawiaturze. 
Przy stanowisku Wydawnictwa Dobre Historie starych kompanów odnaleźliśmy oraz nowych, z tymi starymi przybyłych.Tuż obok Rafał Szłapa Blera sprzedawał i wreszcie porozmawiać, pośmiać się i pożartować z tym szlachetnym jegomościem mogliśmy.Kawałek dalej Kobietę Ślimak odnaleźliśmy, ku naszej uciesze i przemiłe istoty ze stoiska Firebirda poznaliśmy, które niestety, z ręki jakiegoś psiego syna (niech ziemia ciężką mu będzie i moczem cuchnącą, a robactwo toczyć go nawet nie zechce, tylko pozostawi na szczeźnięcie), po chamsku okradzeni zostali w dniu ostatnim. W takim gronie większość czasu mi minęła, a piwo w towarzystwie przyjaciół mej pani wypiłem jeszcze. A i kolejne, czekając aż moja Kasia autografy skończy rozdawać, pomiędzy koszem na śmieci upchnięty, a stołem suto zastawionym, gdzie Pilipiuki z Grzędowiczami kiełbachę żarli. I tak mi się lekko zrobiło na sercu i w głowie zaszumiało. Te cztery dni minęły tak szybko, lecz wrażenia pozostaną. Widziałem, jak wielkie morze głów wpływa do sali, gdzie Kiciputek z Kobietą Ślimakiem miały przemawiać i radość mnie ogarnęła i duma i widziałem kilkumiesięcznego Yodę w nosidełku u taty na brzuchu, bo młodzi i starzy ramię w ramię świętowali dni fantastyki. Na koniec spotkałem nawet Jezusa... I to był znak, ze pora już kończyć, pora wracać. Pora brać się do pracy i czekać do przyszłego roku na kolejny Pyrkon. 
Relacjonował trochę nieświeży, lekko niewyspany Daniel Gedeon Grzeszkiewicz.

poniedziałek, 24 marca 2014

Kibicujemy (389)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Pamiętacie "Cel Shading"? Projekt Kuby Ryszkiewicza i Marianny Strychowskiej zyskał wsparcie finansowe czytelników. Więcej o sprawie - scenarzysta komiksu: 
Kuba Ryszkiewicz: Pieniądze udało się zebrać rzutem na taśmę. Jestem ze zbiórki bardzo zadowolony - po pierwsze dzięki pomocy darczyńców mogę bardziej skupić się na szlifowaniu scenariusza, a mniej na sprzedaży samochodu. Ale przede wszystkim dzięki zbiórce udało mi się dotrzeć do bardzo wielu osób i zainteresować projektem.
Na ten moment mamy skończonych sześć plansz i zabieramy się za kolejne. Jestem bardzo zadowolony z efektów i uważam, że rysunki Marianny znakomicie pasują do mojej wizji. Jest w nich mrok, jest uczucie, jest trochę smaczków, które dostrzeże uważny czytelnik. Prace nabierają tempa i ten moment coraz większymi krokami się zbliża. Ostatecznie chcemy zrobić 12 plansz i wtedy zacznę swój maraton po wydawcach. Mam nadzieję, że uda mi się kogoś projektem zainteresować.

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Rafał Szłapa

piątek, 21 marca 2014

Albert i Alina - Delisle

Guy Delisle przez lata zabierał czytelników swoich travelogów do odległych krajów, raportując i zdając relację z tego, co w nich przeżył. Reportażowa forma, celne obserwacje i osobiste podejście zapewniły mu rzesze fanów na całym świecie. A gdzieś tam z boku, traktowane lekkim ziewnięciem, leżały sobie jeszcze komiksy nieme stworzone przez Kanadyjczyka. Slapstickowe. Humorystyczne. Takim komiksem, w pewnym sensie powiązanym z delisleowskimi travelogami, był sympatyczny "Louis na plaży". Jest nim również "Albert i Alina". Album, który przemienił mnie z delislesceptyka w delisleentuzjastę.
Pierwszym plusem albumu jest dość szybkie zniszczenie oczekiwań czytelnika przez autora. Nie będzie spoilerem, jeśli napiszę, że na okładce zamiast Alberta jest Żelisław, zamiast Aliny - inna kobieta, a wnętrze albumu nie ma do zaoferowania zwariowanych przygód tytułowej pary, lecz... alfabetyczny przegląd imion. W krótkich historiach Delisle przedstawia epizody z życia 52 postaci - od Alberta po Żanetę. Robi to  bardzo metaforycznie, z klasą i humorem. Sposób, w jaki przedstawia relacje damsko-męskie jest znakomicie skondensowany. Niejednokrotnie autor na kilku stronach w niestandardowy sposób mieści historię czyjegoś/jakiegoś życia.
Delisle mniej więcej po kilku stronach wywołał u mnie stały wytrzeszcz oczu. Konsekwentnie wykorzystując kilka motywów (wchodzenie w czyjąś skórę, myśli nabierające realnych kształtów, faktyczne oddawanie drugiej osobie swojego serca) wyprodukował szereg historyjek wykorzystujących możliwości komiksu maksymalnie, poruszających do głębi i rozśmieszających do łez. Ciągiem plansz, podzielonych na równe 15 kadrów, klatka po klatce Kanadyjczyk opowiada o tym, jak ciężko jest znaleźć prawdziwą miłość, jak często wkrada się w życie rutyna małżeńska, o okrucieństwie ukrytym pod płaszczykiem miłości. Sięga do konwencji westernu, etosu rycerskiego, mówi jak naprawić serce z którego uciekła miłość. Pokazuje maski, jakie przywdziewamy na co dzień i okropne rzeczy, jakie każdego dnia sobie robimy.
"Albert i Alina" to - mimo wielu zabawnych puent i kilku "dowcipów o pierdzeniu" (świetnych zresztą) - komiks przejmujący i urzekający wrażliwością autora. Blurb ze skrzydełek okładki, pochodzący z opinii opublikowanej na łamach "School Library Journal" mówi: "Te opowieści (...) powinny przypaść do gustu wszystkim, choć szczególnie miłośnikom czarnego humoru i makabry". Ja bym dodał, że życia. Miłośnikom życia powinien przypaść do gustu ten komiks. Bo "Albert i Alina" to tak naprawdę jedna długa, życiowa, niekończąca się opowieść, obdarta z nudy i przewidywalności i przewracająca wszystko do góry nogami.
Nowy komiks Delisle'a zagwarantuje sporą przyjemność ludziom otwartym na rysunkowe ekscesy. Ze znaną z travelogów kreską, sąsiadują tu szkicowe improwizacje, minimalistyczne eksperymenty czy ciosane grubą krechą kadry. Mimo tych ekstrawagancji, komunikatywność została zachowana, a poklatkowość jest gwarantem płynnej lektury. 

W tej niezwykłej pozycji wszystko ma ręce i nogi, choć zdawać by się mogło, że Guy Delisle ot tak, od niechcenia, siadł sobie i zaczął coś tam mazać po kartce. Wszystkie plansze "Alberta i Aliny" zamazał w taki sposób, że czytając ten komiks co chwila krzyczałem "wow!", a pisząc jego recenzję nie mogłem ukryć entuzjazmu, jaki wywołała we mnie lektura. 
"Albert i Alina". Autor: Guy Delisle. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2014
Komiks można kupić tutaj: Sklep.Gildia.pl

wtorek, 18 marca 2014

Komiks iberyjski: Półwysep w kadrach

Zapraszamy do zapoznania się z fotorelacją z wystawy "Komiks iberyjski: Półwysep w kadrach", która odbyła się w Lublinie. 
Wystawa została zorganizowana przy współpracy Instytutu Camõesa i Instytutu Cervantesa. Zawierała prace ośmiu współczesnych artystów portugalskich (Joana Afonso, Pedro Serpa, Filipe Abranches, Marc Parchow, Rocardo Cabral, Marco Mendes, Luís Louro, Rui Lacas) i ośmiu hiszpańskich (Mireia Pérez, Bartolomé Seguí, Joaquin Aubert Puigarnau, Max, Pepo Pérez, Miguel Gallardo, Paco Roca, Alfonso Zapico). Wszystkie prace prezentują różnorodność stylów, pomysłów twórczych, stanowiąc doskonały przykład tej cenionej formy sztuki w Portugalii, w Hiszpanii, a także w Polsce.  
Wystawa w Lublinie została zorganizowana pod patronatem J. M. Rektora dr hab. prof. UMCS Stanisława Michałowskiego i wpisała się w bogaty program obchodów 70-lecia UMCS. Wystawa była otwarta do dnia 14 marca w Muzeum UMCS.

piątek, 14 marca 2014

Kibicujemy (388)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Łukasz Gontarz przedstawia okładkę "Wybranych" i prosi Was o opinię. Pomożecie?
Łukasz Gontarz: Iga stworzyła kilka dni temu okładkę do naszego komiksu i tym właśnie chcielibyśmy się z Wami dziś podzielić. Ze swojej strony muszę powiedzieć, że podoba mi się to co zrobiła. Poza tym bardzo pasuje do klimatu i sensu opowieści. Dajcie znać czy do Was też trafia i oczywiście… Nie przestawajcie Nam kibicować!
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki

czwartek, 13 marca 2014

Kibicujemy (387)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Konkret: Łukasz Mazur pracuje nad "Planetą uciętych kończyn". Zaintrygowani? Czytajcie i kibicujcie:
Prawie finalna wersja okładki, niemniej jeszcze wszystko może się zmienić
Pomysł na postać Człowieka Rakiety przyszedł nagle i znikąd. Nie jest on zbyt wyszukany, bo główny bohater dysponuje mocą zmieniania się w normalną rakietę i podróżowania z niespotykaną prędkością w przestrzeni kosmicznej. Natomiast sama historia powstała wokół jednej sceny, która również nie wiadomo skąd wpadła mi do głowy. Później wystarczyło wymyślić jakiś początek, rozwinięcie i jako takie zakończenie i wziąć się do roboty. To znaczy inaczej - wystarczyło zrobić to wszystko i zgodnie z tradycją odłożyć pomysł na półkę, obok kilku innych jemu podobnych. I tak też się stało.

ALE! Impulsem do działania była informacja o pierwszej edycji Złotych Kurczaków, imprezy zorganizowanej zupełnie oddolnie przez ekipę Bazgrolli. Prace ruszyły z kopyta, w ostatnich dniach 2013 roku powstało 10 stron, ale w międzyczasie wyskoczyły inne projekty i przez dwa pierwsze miesiące tego roku postęp nad albumikiem był znikomy, żeby nie powiedzieć żaden. Kolejnym motywatorem była/jest Bydgoska Sobota z Komiksem (26 kwietnia) i mocno liczę na to, że uda mi się przytachać do Bydgoszczy trochę egzemplarzy.

W planie jest 20-stronicowy zeszyt. Gotowych stron jest już nieco ponad połowa (bez tekstów, te na samym końcu, wiadomo), do tego okładka i wszystko wskazuje na to, że się uda. Niemniej nie apeluję o trzymanie kciuków, bo życie potencjalnych nabywców nie stanie się po lekturze w jakikolwiek sposób bogatsze, a kolekcja ciekawsza. To będzie po prostu słaby komiks z byle jaką grafiką i jeszcze gorszym scenariuszem. Jedyne co dobre, to to, że będzie się idealnie wpasowywał w akcję Rok Komiksu Głupiego (więcej na ten temat oczywiście na pejsbuku). Więcej zalet nie stwierdzono.

Jak będę zbliżał się do końca to wpadnę tu jeszcze z materiałem. Ale niech nikt specjalnie na to nie czeka, są znacznie lepsze rzeczy do roboty. "Opowieści niestworzone. Planeta uciętych kończyn" - bo tak się będzie nazywał ów komiks - wydam własnym sumptem, mając w pamięci złotą myśl jednego z bardziej szanowanych rodzimych twórców komiksowych: "samowydawanie jest domeną analfabetów".
 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Marcin Rustecki 

środa, 12 marca 2014

Zaduszki - Modan

Babcia i wnuczka - Żydówki - przylatują do Warszawy, by odnaleźć utracone podczas II wojny światowej mieszkanie. Na miejscu wpadają w sidła wspomnień, miłości, kryminalnej intrygi i komedii omyłek. Rutu Modan precyzyjnie skonstruowała swój komiks - jest w nim miejsce na siłowanie się ze stereotypami, nostalgię i nutę humoru. Przede wszystkim jest to historia rodzinna, opisana bezbłędnie za pomocą wystarczającej ilości słów i obrazów.
Wspomniane mieszkanie jest punktem zapalnym historii. Symbolem, odkrywającym motywacje bohaterów, wykraczające daleko poza schemat pazernego Żyda wracającego po swoje. Pod pretekstem odzyskania mieszkania zjawia się w mieście Regina Segal, za sprawą tejże nieruchomości śledztwo podejmuje jego wnuczka Mika, niezdrowe emocje związane z wzbogaceniem się na tych kilku pokojach kierują typowym "szczurem", Awramem Jagodnikiem, pozostającym w telefonicznym kontakcie z córką Reginy, Cylią. Nawet zapoznany przez Mikę Polak, ponad romantyczną znajomość stawiać zaczyna mieszkanie i jego historię. Tych kilka pokoi, w których obecnie znajduje się m.in. jadłodajnia, rozpala wyobraźnię bohaterów komiksu. A dla czytelnika jest gwarantem ciekawej intrygi i kilku mocnych zwrotów akcji.
"Zaduszki" w rozsądnej dawce przyglądają się relacjom polsko - żydowskim. Zaczepne pytania Reginy pokroju  "Polak przewodnikiem po żydowskiej Warszawie? A może jego dziadek mordował Żydów?" skonfrontowane są chociażby z działalnością Stowarzyszenia Pamięci o Żydach zajmującego się rekonstrukcją ulic getta. Przewodnicząca Stowarzyszenia, określając swoje cele i opisując ludzi, zamieszkujących te ulice, mówi: "Po prostu serce pęka, a nie jestem nawet Żydówką". Modan w piękny sposób pokazuje, że Polak-antysemita zaczyna przegrywać z Polakiem pielęgnującym pamięć po Żydach.
Jest kilka scen w tym komiksie, które w moim osobistym odczuciu, zasługują na wyróżnienie. Począwszy od prostego zabiegu w początkowej scenie lotniskowej, która nakreśla czytelnikowi charakter głównych bohaterek, poprzez fenomenalną i poprowadzoną z wyczuciem akcję obrony przed nazistami na ulicach współczesnej Warszawy, aż po rozegraną po profesorsku wymianę zdań Jagodnika z Górskim. Piękno.
Graficznie "Zaduszki" są takie, jak trzeba. Prosta, zdjęciowa kreska, kłaniająca się twórczości Herge'a, swobodny rytm nadany przez regularne kadrowanie, klasyczna kompozycja plansz. Modan nie pragnie popisać się graficznym fajerwerkiem, podporządkowuje rysunek treści. Tworzy spójną całość.
Wyjątkiem są ujęcia ze szkicownika przewodnika Tomasza Nowaka - młodzieńca ze wschodniej Polski, który po godzinach z pasją zajmuje się rysowaniem komiksów i który zresztą jest zasadniczym elementem intrygi. Jest to wyjątek, który poprzez odpowiednie zastosowanie, absolutnie nie narusza graficznej jedności "Zaduszek".
Ciepła i zabawna historia, zrealizowana z umiarem, bez przeginania w zapalnym temacie kontaktów polsko-żydowskich, ze świetnie napisanymi postaciami (nie tylko głównymi - zwróćcie uwagę na fantastyczne cameo księgowego Popowskiego) i Warszawą z Fotoplastikonu w tle. No i to zastąpienie stereotypu Polaka-antysemity Polakiem otwartym i pielęgnującym historię Żydów. "Zaduszki" to jeden z najciekawszych komiksów minionego roku.
"Zaduszki" Autorka: Rutu Modan. Tłumaczenie: Zuzanna Solakiewicz. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl, Picture Book.pl, Incal
Inne recenzje komiksów autorki:

wtorek, 11 marca 2014

Bohater - Flix

Flix zadebiutował w Polsce  w 2009 roku zaskakująco dobrą opowieścią o życiu po dwóch stronach muru berlińskiego. Rok później podtrzymał wysoki poziom obyczajowymi "Dziewczynami", po czym na kilka lat zniknął z rynku polskiego. Teraz powraca ze zdwojoną siłą - nakładem timofa i cichych wspólników ukazały się albumy "Bohater" i "Powiedz coś".
Pierwszy z tych komiksów to udana próba wybrnięcia z oklepanego schematu opowieści autobiograficznych. Flix to rocznik '76. Przy dobrych wiatrach i odpowiednio poprowadzonej ścieżce kariery za autobiografię mógłby się brać za 20 lat. Podejmując to wyzwanie teraz, postanowił skorzystać z prostego rozwiązania: opisał swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Prawdę pomieszał z fikcją, żelazne fakty zmiksował z tym, co wyrzuciła z siebie jego wyobraźnia.
Dzięki temu zabiegowi wygrał.
"Bohater" w pierwszym, przedstawiającym suche fakty z życia Felixa rozdziale jest nudny, schematyczny, daleki od bycia wyjątkowym. Flix komiksuje o tym, że się rodzi, że wcina piasek będąc brzdącem, a pod łóżkiem ma potwory. Tego typu sytuacje na koncie ma każdy z nas. To taka sentymentalna wycieczka - głównie dla samego autora, ale i dla tych, którzy wraz z nim dorastali w tamtych czasach i w tamtym kraju, oglądali te same seriale i jedli te same lody.

Zabawa zaczyna się dopiero w kolejnych rozdziałach, kiedy to, co wydarzyło się w życiu autora płynnie przechodzi w to, co mogłoby wydarzyć się dalej. Flix świetnie ciągnie wątek potworów z szafy, dużo miejsca poświęca życiu uczuciowemu, znakomicie pokazuje życie rodzinne i zawodowe twórcy komiksów, aż wreszcie fenomenalnie przedstawia szaleństwa technologiczne świata u schyłku swojego życia. W przypadku tych technologicznych szaleństw, korci mnie, aby podać jakieś przykłady, jednak to mógłby być spoiler większy niż zdradzenie faktu, że główny bohater na końcu umiera. 

Obyczajowo-fantastyczny komiks Flixa jest zarazem jego pracą dyplomową (co ciekawe, obronę możemy obejrzeć na jego kartach!) - być może dlatego jest prawdopodobnie najbardziej dopracowany graficznie ze wszystkich albumów autora, jakie czytałem dotychczas. W wykorzystującej proste kreski konwencji cartoonowej, Flix wznosi się na poziom szczegółowości, charakterystyczny dla komiksów rysowanych realistycznie. Imponuje stosowaniem różnorodnych ujęć i kompozycją plansz. Pędzi ku nowej planszy, mając w głowie zestaw pomysłów na jej narysowanie. Jest jak Bogusław Polch w kadrze z monetą z Funky Kovala. Jak Frank Miller w "Sin City". I jak Tommy Lee Jones w "Ściganym".

Jak już wspomniałem, "Bohater" wygrywa dzięki prostemu zabiegowi. Mimo banalnego początku (który chyba musiał taki być) i fatalnej (moim zdaniem) okładki, historia jego życia opowiedziana jest świetnie. Dla wielbicieli komiksu obyczajowego - rzecz obowiązkowa. Podobnie dla wielbicieli cartoonu. Przede wszystkim jednak poleciłbym ten komiks uwadze innych twórców komiksu, zwłaszcza tych, którzy rysują i piszą je z miłości, którzy mają rodziny i którzy tworzą komiksy po "normalnej pracy".
"Bohater". Autor: Flix. Tłumaczenie: Mateusz Jankowski. Wydawca: timof i cisi wspólnicy, Warszawa 2014
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl, Incal.pl, Picture Book.pl
Inne recenzje komiksów Flixa:

poniedziałek, 10 marca 2014

Kibicujemy (386)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty!
Dziś Hubert Ronek ujawnia nieco więcej informacji a propos komiksu "World of Aghart", jak również jedną istotną kwestię odnośnie "Lenny'ego" - okładkę. Jednocześnie Hubert wystartował ze zbiórką kasy na komiks "Jestem Bogiem". Zbiórka odbywa się na stronie Polak potrafi. Kibicujemy!
Hubert Ronek: W mojej głowie World of Aghart powstał jako zeszytówka, podzielona na trzy serie:
­ World of Aghart
­ World of Aghart: Klasztor
­ World of Aghart: Fangha 
Na razie trzymam się tego formatu, być może realia wydawnicze zrewidują te plany (ze względu na fabułę, można zupełnie bezboleśnie przejść do europejskiego standardu wydania). Pierwsza z wymienonych serii (World of Aghart) skupia się na bohaterach powiązanych z dworem władcy, niejakiego Mastara. Druga, (World of Aghart: Klasztor) przedstawiająca świat mnichów, rozgrywa się równolegle, jest powiązana z pierwszą, ale pisana w taki sposób, by można je czytać zupełnie niezależnie. Seria trzecia (World of Aghart: Fangha) to historia rozwijająca wątki poboczne, a właściwie tło dwóch pierwszych serii. Opowiada o tytułowym Turnieju Fangha, którego dotyczył short opublikowany dwa lata temu w katalogu MFK. Akcja WoA: Fangha (w odniesieniu do dwóch pozostałych serii) rozgrywa się w nieokreślonej przeszłości. 
Od ostatniego Kibicowania WoA coś drgnęło. Jest pewien pomysł na wydanie komiksu (pierwszego zeszytu) ­ na razie zbyt raczkujący, by o nim pisać. Ale kciuki możecie trzymać! Posiedziałem też trochę nad tekstem, co zaowocowało tym, że gotowe są pełne scenariusze na pięć kolejnych zeszytów (plus streszczenia kilku następnych). Projekt powoli, ale krok po kroku się rozrasta. Pierwszy zeszyt (z wielu względów) robię sam, ale jeśli już World of Aghart wystartuje, na pewno będę chciał "podzielić się" pracą z innymi autorami. Są chętni (rysownicy, inkerzy, koloryści)? 
No i jeszcze słowo o Lennym, a właściwie obrazek ­ nie do końca ostateczna wersja okładki: 
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki