Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

poniedziałek, 30 września 2013

Tm-Semic kreską polskich twórców (02)

Drugą w kolejności pracę, przedstawiającą Venoma, wykonał Filip Bąk, prowadzący audycję "Prosto z kadru" oraz rysownik i scenarzysta komiksu "Gołębie":
Więcej o akcji "TM-Semic kreską polskich twórców"
Odcinek 1: Marek Turek

Kibicujemy (347)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Za tydzień będziecie już pewnie po lekturze "Postapo", za dni parę komiks ten trafi w wasze dłonie, a już dzisiaj kilka słów o nim opowie Krzysztof Małecki, rysownik albumu:
O współpracy z Danielem Gizickim, scenarzystą:
Tutaj miałem wolną rękę. Daniel pisze fajnie, ale daje tylko podstawowe wskazówki resztę pozwala dopowiedzieć rysownikowi. Z jednej strony to dobrze, z drugiej, nie całkiem. Widać to na przykładzie tego komiksu. Każdy rozdział powstawał w innym roku i wprawnym okiem czytelnik dostrzeże nieśmiałość pierwszego rozdziału. Bałem się wtedy robić coś czego w scenariuszu nie było
O tym, czy żal mu kolorów (komiks powstał w kolorach, a zostanie wydany w szarościach):
O dziwo, odpowiem że nie jest mi żal. Mam słaby warsztat, jeśli chodzi o kolory i komputery. zabawa to jedno, efekt tej zabawy to inna sprawa. 
Zachęta dla czytelników do sięgnięcia po album:
To będzie trudne. Nauczony doświadczeniami ostatnich miesięcy wiem ż wypowiedzi rysownika, przed i po premierze albumu/zeszytu mogą mu tylko zaszkodzić. Ale jeśli lubicie niebanalne historie, opowiedziane "lekko przegiętą" kreską, ten komiks jest dla was.
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Krzysztof Małecki

sobota, 28 września 2013

TM-Semic kreską polskich twórców

W najbliższy piątek, 4 października wystartuje 24. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Podczas tej największej w Polsce komiksowej imprezy nastąpi premiera książki Łukasza Kowalczuka, zatytułowanej „TM-Semic. Największe komiksowe wydawnictwo lat dziewięćdziesiątych w Polsce” (wyd. Centrala). W związku z tym na łamach Ziniola uruchamiamy nowy cykl. 
Podczas tegorocznej edycji Festiwalu Ligatura wpadła mi w ręce makieta tejże książki. Okładka Marcina Rusteckiego, notki o autorze i o książce na tylnej stronie i... mnóstwo czystych kartek wewnątrz. Coś jak „Mądrości Lobo”. Zamiast uczynić z książki notatnik lub podpałkę, powstał pomysł, by te puste kartki jakoś konstruktywnie zagospodarować. Akcja była prosta: książka powędrowała do obecnych na Ligaturze twórców z prośbą, by wrysowali w nią dowolną postać z komiksów wydawanych przez Tm-Semic. Mógł to być Batman, Punisher, lalka Barbie czy kucyk Pony. Cokolwiek. I tak wędrowała sobie ta książka z rąk do rąk, zyskując mnóstwo świetnych grafik polskich twórców komiksu. I choć nie jest jeszcze zapełniona do końca, postanowiłem, że okazja, jaką jest premiera książki o TM-Semic, jest dobrym momentem by te prace zaprezentować czytelnikom Ziniola. 
Codziennie będę przewracał jedną kartkę tej książki: 
Startujemy jutro wieczorem rysunkiem Marka Turka. Wpadnijcie.
A jeśli wybieracie się do Łodzi, wpadnijcie również na spotkanie z Łukaszem Kowalczukiem i Marcinem Rusteckim, które odbędzie się w niedzielę, 6 października o godzinie 11:15. Panowie będą również udzielać autografów  - tego samego dnia o godzinie 15:30. Program Festiwalu dostępny jest pod tym linkiem.

piątek, 27 września 2013

Usagi Yojimbo: Zdrajcy ziemi

To już 26. album z przygodami długouchego samuraja. Co z niego zostaje w głowie? Morał z historii "Usagi i kami stawu", potyczka Usagiego z armią nieumarłych samurajów z opowieści tytułowej oraz fantastyczna jednoplanszówka, krzyżująca losy Usagiego z Groo Wandererem, wykreowanym przez Sergio Aragonesa. Mało? Niekoniecznie.
"Usagi Yojimbo" jest serią znaną i poważaną, a Stan Sakai nie musi już niczego udowadniać. Rytmika serii, polegająca na przeplataniu krótkich, metaforycznych historii osadzonych w japońskim folklorze, z długimi, budującymi legendę walecznego królika, sprawdza się wyśmienicie. Co prawda uczucie deja vu w momencie obcowania ze scenami, w których Usagi ratuje kogoś z opresji bądź ściga nieudolnych najemników po ulicach wioski, powraca również podczas lektury "Zdrajców ziemi", jednak nie należy tego traktować jako nieudolności twórczej starszego, zapominalskiego pana, lecz jako prawo konwencji. Widzieliśmy to wielokrotnie, ale - jeśli tę konwencję akceptujemy - wciąż podczas lektury bawimy się przednio.
Osobiście jestem zwolennikiem krótkich form z Usagim - najlepiej jeśli są błyskotliwe, dobrze napisane i mają coś do przekazania. Tak jest z zamieszczoną na początku "Zdrajców ziemi", sześcioplanszową historią "Usagi i kami stawu", w której Sakai robi powrót do przeszłości, do czasów gdy mały Usagi znajdował się pod opieką sensei Katsuichiego. Równie dobrze jest w przypadku 'Cięcia śliwki", choć akurat ta dwuplanszówka jest shortem typowo humorystycznym, podczas gdy "Kami stawu" niesie ze sobą ciekawe spostrzeżenia.
Te kilkanaście plansz to rozgrzewka przed większą potyczką. W "Zdrajcach ziemi" powracają postaci znane z poprzednich tomów serii: pogromca demonów Sasuke oraz kuglarka Kiyoko. Intryga oparta jest o poszukiwania pewnego przedmiotu, mającego ogromną moc. Ten, kto go zdobędzie, po wyrecytowaniu odpowiednich zaklęć będzie mógł władać armią martwych wojowników. Samuraje vs zombie? Tak, to tutaj.
Napakowane akcją, rysowane dynamiczną kreską plansze Sakaiego służą do ukazania efektownych scen walk. Nieco oddechu, dialogu i - po raz kolejny - powrotu do przeszłości - dostajemy w ostatniej historii, zamieszczonej na łamach tomu. Usagi spotyka w niej byłego wasala pana Mifune, czyli - krótko mówiąc - kumpla z wojska, który wciąż prowadzi krucjatę przeciwko zabójcy swego pana. Chcąc nie chcąc, Usagi zostaje wciągnięty i w tę intrygę.
"Zdrajcy ziemi" to pokaz równej formy Usagiego i Stana Sakai. Ta seria wciąż jest świetna, nawet mimo pewnej powtarzalności. Fantastyczne rysunki, trochę japońskiego folkloru, no i wisienka na torcie w postaci wspomnianej już jednoplanszówki z Groo. Warto.
"Usagi Yojimbo 26: Zdrajcy ziemi". Autor: Stan Sakai. Tłumaczenie: Jarosław Grzędowicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal, Elemental, BUM Projekt

Inne recenzje serii:
Samuraj
Yokai
Powrót Czarnej Duszy
Most Łez

Kibicujemy (346)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
Zaglądamy do Szymona Kaźmierczaka, by poznać postęp prac nad "Przemianą" i co zastajemy? Rozlane farby, niespodziewane efekty na papierze... ech, sprawdźcie sami:
Gdy pracuję nad komiksem, nigdy do końca nie wiem, jak dana plansza będzie finalnie wyglądała. Mimo że przed przystąpieniem do rysowania konkretnej strony przygotowuję wcześniej szkice koncepcyjne i storyboard, to podczas malowania zawsze dochodzi dodatkowy czynnik – przypadek.

Zazwyczaj na rozrysowaną planszę nakładam akwarelę z dużą ilością wody, przez co farby zaczynają się rozlewać i „ważyć”. Powoduje to niespodziewane efekty na papierze, które często poprawiam pędzlem. Jednak bywa, że przypadkowe plamy pozostawiam będąc zadowolonym z otrzymanego efektu.
Zdarza mi się również, rysując daną scenę, zagalopować z tuszem i później ratować się białą farbką jak na zaprezentowanej planszy, którą możecie oglądać w formie „krok po kroku”.

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Rafał Szłapa

czwartek, 26 września 2013

Spotkanie z Trustem w Jeleniej Górze - fotorelacja

W środę w jeleniogórskim BWA odbyło się spotkanie z Przemysławem Truścińskim oraz promocja albumu "TRUST". Artysta opowiadał o przenikaniu się świata komiksu i reklamy, o swoich projektach historycznych, o początkach Ogólnopolskiego Konwentu Twórców Komiksu w Łodzi, przy którym pracował jako organizator i o tym dokąd zmierza Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier. Truściński komentował też atmosferę jaka towarzyszy wystawianiu komiksu w galeriach sztuki współczesnej. Spotkanie poprowadził Piotr Machłajewski.
Zdjęcia: Joanna Mielech, Michał Guz, Piotr Machłajewski.

Hellboy: Lichwiarz i inne opowieści

We wstępie do napisanej i narysowanej przez siebie historii "W świątyni Molocha", Mike Mignola podzielił się z czytelnikami pewną obawą: od kilku lat komiksy z Hellboyem rysowali dla niego inni artyści. Czy więc pamięta jeszcze jak to się robi? Czy jest w stanie poprowadzić hellboyowy zeszyt jak za dawnych lat? Co prawda realizując komiks asekuracyjnie ułatwił sobie zadanie, miejscem akcji czyniąc głównie jedno ciemne pomieszczenie, w którym jego plamy, bryły i mięsista krecha sprawdziły się znakomicie, potwierdzając wysoką formę, ale jednocześnie udowodnił, że współpracownicy pokroju Duncana Fegredo czy Richarda Corbena to nie tylko niezbędna siła robocza, a gigantyczny powiew świeżości.
W tomie "Lichwiarz i inne opowieści" Mignola zebrał kilka mini-serii i krótkich form. Tytułowy "Lichwiarz", laureat nagrody Eisnera (2009) jest najdłuższą z nich. Pozostałe publikowane zostały np. z okazji Dnia Darmowego Komiksu ("Pieprzyk"), jako dodatek promocyjny do gry ("Ci, którzy na statkach ruszyli na morze") lub jako one-shot (W świątyni Molocha"). Wszystkie prezentują wysoki poziom zarówno w warstwie scenariusza, jak i rysunku.
Mignola-scenarzysta błądząc między legendami ludowymi, wciąż umiejętnie straszy. Czy jest to mroczny las, w którym czyhają wiedźmy oraz sam diabeł, czy przestronny pokój artysty zżynającego z Goi - ciarki mogą przejść po plecach. Jako inspirację do poszczególnych opowieści posłużyły autorowi: legendy z Apallachów, twórczość Manly'ego Wade'a Wellmana (któremu poświęcono osobny esej na końcu albumu, wyjaśniający dlaczego jest on dla Mignoli tak ważną postacią), piracka historia o głowie Czarnobrodego oraz... samo życie. Anegdotę z wizyty u lekarza Mignola przeobraził w krótką formę, zatytułowaną "Pieprzyk". Ten niewielki objętościowo komiks, w którym pada zaledwie kilka zdań, to bardzo sprawne (i całkiem dowcipne) ukazanie największych lęków Hellboya, perfekcyjnie zrealizowane przez Duncana Fegredo.
Duże wrażenie robi tytułowy "Lichwiarz", w którym popis daje Richard Corben. Sam Mignola, opowiadając o tej historii, wspomina, iż jego zdaniem Corben jest najlepszy w rysowaniu "skręconych pni drzew, gałązek i rozpadających się kościołów". Otóż nie tylko. Równie dobrze radzi sobie z ukazaniem wykrzywionego grymasu twarzy Lichwiarza, przypominającego Karła z irlandzkich legend czy zastępów paskudnych wiedźm. Tak, jak Fegredo ekspresyjną kreską daje serii luz, oparty na swobodnym kadrowaniu, tak Corben wytwarza duszny klimat, precyzyjnie zapełniając kartkę papieru kreskami i kropkami. Nieźle radzi sobie również Jason Shawn Alexander, choć od swoich doświadczonych kolegów nieco odstaje.
"Lichwiarz i inne opowieści" przypomina czytelnikom kilka lokalizacji, znanych z poprzednich tomów serii. Pojawiają się również znane postaci, jak choćby Abe Sapien w bardzo "uczłowieczonej" wersji Alexandra. Sam Hellboy służy tu głównie jako siła robocza, ktoś, kto musi zdzielić Diabła w łeb lub wrzucić demonowi monetę do oka. Zaprezentowane w zbiorze opowieści nie pchają hellboyowej mitologii do przodu. Ot, niezobowiązujące, świetne, straszące komiksy, w które można wpatrywać się godzinami.
Dziesiąty tom "Hellboya" trzyma poziom, zbiera kilka trudno dostępnych (bądź niedostępnych w ogóle) rarytasów i prezentuje wachlarz możliwości rysowników serii. Wzbogacony o kilka ciekawych dodatków (szkice, komentarze odautorskie, projekty okładek) stanowi cenny nabytek.
"Hellboy: Lichwiarz i inne opowieści". Scenariusz: Mike Mignola i Joshua Dysart. Rysunki: Richard Corben, Duncan Fegredo, Mike Mignola, Jason Shawn Alexander. Kolory: Dave Stewart. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont Polska, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal, Elemental, BUM Projekt 
Inne recenzje serii:

Kibicujemy (345)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
O tajemniczym projekcie Łukasza Bogacza i Wojciech Stefańca, zatytułowanym "NOIR" pisaliśmy wczoraj, kibicując mu na ostatniej prostej. W międzyczasie okazało się, że obok tego tytułu zostanie wydany jeszcze jeden.

Jego tytuł to "Ludzie, którzy nie brudzą sobie rąk". Będzie miał 80 stron, kosztował 42 złote, a jego premiera przewidziana jest na 4 października 2013 roku.
Poniżej możecie zobaczyć materiały zapowiadające tę publikację:
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

środa, 25 września 2013

Kick-Ass - Millar/ Romita Jr.

Ktoś ma ochotę na komiksowy Grindhouse? Fruwające w przestworzach flaki, eksplodujące głowy, hektolitry krwi wydobywające się z przepołowionych tasakiem czaszek? Mark Millar to ma. Do diabła, ma nawet więcej. Towarzyszy mu John Romita Junior - tak, ten John Romita Junior. Ten, którego znamy z "X-Menów", czarno-białego "Punisher: War Zone", czy "Spidermana". Tutaj jednak nie jest grzecznym chłopcem. Weteran komiksowego rysunku pokazuje się z nieznanej dotąd strony, w związku z czym do arsenału, jaki gwarantuje Millar, można dorzucić kilka słów od niego: seks, cycki, bezsensowna przemoc. Widzicie to? To "Kick-Ass".
Historia zafascynowanego komiksami chłopca, który swoje hobby postanowił przenieść do świata realnego, przez co pakuje się w konkretne kłopoty to satyra na komiksowy superheroizm, na filmowe adaptacje trykotów i na częsty brak dystansu do fikcyjnych przecież postaci. Dave Lizewski staje się bohaterem z jednego tylko powodu: bo chce. Nie dlatego, że bandyci zabili mu rodzinę, radioaktywny pająk dziabnął go w dłoń, a promienie gamma wsiąkły w jego ciało. Robi to, bo ma na to ochotę, chce sprawdzić jak to jest i może sobie kupić fikuśny kombinezon płetwonurka na e-bayu. Jego wyobrażenie o życiu superherosa rozmija się z prawdą bardzo szybko. No bo weź tu przeskocz z jednego dachu na drugi. To nie taka prosta sprawa.
Dla Dave'a, niezależnie od tego ile razy dostanie wycisk, kombinezon jest narkotykiem i sposobem na oderwanie się od rzeczywistości. I choć sprostać mu może każdy frajer, w realu Dave urasta do rangi superherosa. Mając rajtuzy pod cywilnym ubraniem, zyskuje pewność siebie. Jego ekscentryczne hobby powoduje, że potrafi skupić się na jednej sprawie, na dążeniu do celu. No i wreszcie - hej - ta dziewczyna z ławki obok, śliczna Katie, w której podkochuje się od dawna, zwraca na niego uwagę. Piękne barwy życia codziennego muszą jednak zostać poddane próbie: na drodze Kick-Assa pojawiają się prawdziwi, a nie jacyś tam ściemnieni herosi: Big Daddy i Hit-Girl, na których uwagę zwraca posępny gangster. I zaczyna się awantura.
Millar mówi tak: dzieciństwo ma swoje problemy i należy spełniać marzenia, by od tych problemów się odciągnąć. Ale mówi też tak: trzeba mierzyć siły na zamiary i zdawać sobie sprawę z tego, że to, co jest na niby, powinno takim pozostać. I wreszcie mówi również: spełnię twój sen o załatwianiu bandziorów, ale zobacz ile krwi się poleje, młody człowieku.
Zachcianka nastolatka przeobraża się w grubą sprawę, przez co dzieje się wszystko, co opisałem w pierwszym akapicie niniejszego tekstu. Przemoc, obecna na kartach "Kick-Assa" jest jednocześnie realna (bo przecież nikt tu nie strzela promieniami z oczu i nie ma sił nadprzyrodzonych) i przerysowana. Traktować ją należy jako nieuchronną konsekwencję nieodpowiedzialnego zachowania. 
Nie obyło się bez bardzo udanych komentarzy ze strony scenarzysty. A to wrzuca w usta bohaterów dyskusje na temat komiksów Marvela, przedstawiając przeróżne szalone koncepcje, a to świetnie podsumowuje uzależniającą rolę serwisów społecznościowych ("Dave Lizewski miał ośmiu przyjaciół na MySpace, a Kick-Ass całe tysiące"), czy też pokazuje model funkcjonowania tzw. "memów". Dużo dialogów czyta się z uśmiechem na twarzy. Wszystko napisane jest sprawnie, z jajem i polotem, a narysowane wyśmienicie. John Romita Jr. znajduje się w najwyższej formie.
"Kick-Ass" jest elementarzem komiksowego fanboya. To komiks osadzony głęboko w życiu fanów obrazkowych historii, a jednocześnie spełniający ich mokre sny o śmiganiu po dachach w pelerynie i obcisłych majtkach. Do tego jeszcze zabawny. I - oczywiście - przeznaczony tylko dla czytelników dorosłych.
"Kick-Ass". Scenariusz: Mark Millar. Rysunek: John Romita Jr. Tusz: Tom Palmer. Kolor: Dean White. Tłumaczenie: Robert Lipski. Wydawca: Mucha Comics, Warszawa 2013.
Komiks można nabyć tutaj: Sklep Gildia.pl, Incal, Elemental, BUM Projekt

Kibicujemy (344)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
"NOIR" to tajemniczy projekt Łukasza Bogacza i Wojciecha Stefańca, który powstawał 3,5 roku. Tajemniczy do tego stopnia, że do dzisiaj nikt nie wie nic o fabule albumu. Autorzy stopniują napięcie, wprowadzając a to tajemnicze trailery, a to równie niedopowiedziane "wystroje wnętrz" bloga, prowadzonego przez Wojtka Stefańca. 
Zaczęło się od tego trailera, który zelektryzował część komiksowej populacji Polski...

Następnie pojawił się ten, równie intrygujący.

Wreszcie pewnego dnia na blogu Wojtka zapanowała totalna ciemność, która jakiś czas później - w minionym tygodniu - została rozświetlona przez napis "NOIR". 
Komiks w sprzedaży pojawi się już niebawem. Ziniol kibicował mu od samego początku (na Facebooku) i kibicuje do momentu, kiedy 120-stronicowy tom wyląduje w dłoniach czytelników. Poniżej znajdziecie jego okładkę i plansze, zapowiadające to wydarzenie. 
Przed Państwem: Wojciech Stefaniec i Łukasz Bogacz w komiksie "NOIR":
Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "kibicujemy komiksiarzom" jest Wojciech Stefaniec

wtorek, 24 września 2013

A niech cię, Tesla! - Świdziński

Mamy tu do czynienia z bardzo sprytnym tytułem. Krzyczącym, wykorzystującym znane nazwisko, chwytliwym, jak również przecież intrygującym w zestawieniu z tymi różami na okładce. Dla recenzentów taki tytuł to samograj. Swoje omówienia albumu Jacka Świdzińskiego mogliby zaczynać od słów na przykład takich:
"A niech Cię, Świdziński!" (Herald Tribune Next)
lub nieco mocniej:
"A niech Cię Tesla, Świdziński!" (New Yorker Time)
Zabieg ten pomógłby również wydawcy, który umieszczając powyższe blurby na tylnej stronie okładki, mógłby sprzedać większą ilość egzemplarzy i trafić do szerszej rzeszy fanów. W przypadku nowego albumu Jacka Świdzińskiego nie jest to w sumie jednak potrzebne - na skrzydełku okładki znajduje się bowiem wiele mówiąca rekomendacja: znaczek Kolekcji Maszina.
Wspaniałe jest już to, że twórcy zrzeszeni w grupie, mającej swój początek w zinie Mikołaja Tkacza, są wszędzie. Po wcześniejszych samizdatowych publikacjach oraz pozycjach wydanych przez Centralę, efekty ich niecodziennych wybryków docenia i przedstawia kultura gniewu. Zmienił się wydawca, lecz klimat został utrzymany - dość powiedzieć, że poza szeregiem pomysłów Jacka Świdzińskiego, w "A niech cię, Tesla!" odnaleźć można nawiązania do innych maszinowych publikacji (ot, choćby gościnny występ wnętrz z "Przygód Nikogo" na stronie 33). Są to jednak drobnostki. Album podpisany jest nazwiskiem Świdzińskiego i taki też jest. Bardzo Świdziński. I bogaty w naukową wykładnię, co będzie niewątpliwą gratką dla umysłów ścisłych.
Sytuacja, jaką przygotował dla czytelników autor rozgrywa się na czterech platformach. Po pierwsze, obserwujemy dole i niedole dwóch naukowców, którzy przy akceleratorze rozprawiają na temat Tesli i thereminu, budując swoimi zdaniami tło fabularne komiksu. Po drugie, mamy do czynienia z mężczyzną i kobietą (relacji mąż-żona bądź syn-matka), osadzonymi w najgłębszej z możliwych codzienności. Po trzecie - uwaga - w scenerii budynku Rady ds. Autostrad dochodzi do zdemaskowania byłych agentów sowieckich i mamy możliwość obserwowania pogoni tychże agentów za panią z Państwowej Inspekcji Pracy. Po czwarte wreszcie przenosimy się do miejsca, w którym zmyślny szef korpo dzieli się fascynującymi teoriami na przeróżne tematy z grupką małych ludków.
Zarzut braku wiary w inteligencję czytelnika pada z ust wielu recenzentów przy okazji omawiania różnych dzieł. Dzieje się tak w przypadku kiedy autor prowadzi czytelnika za rączkę, mówi więcej, niż trzeba i dubluje tekstem to, co znajduje się na rysunkach. No i... Jacek Świdziński też pozwala sobie prowadzić odbiorcę. Robi to jednak delikatnie, poprzez specyficzne oznaczenia scen, w których udział biorą konkretni bohaterowie. Goście od thereminu - jedna kropka. Para zgłębiająca codzienność - dwie, itp. Kropy wiszą sobie na górze każdej z plansz, przy jej zewnętrznej stronie. I są to jedyne wskazówki, jakie autor daje. Reszta jest totalnym oddaniem dzieła pod rozwagę czytelnikowi, co powinno schlebiać jego inteligencji.
W kontekście powyższego uważam, iż do "A niech Cię, Tesla" należy podejść bardzo ostrożnie i czujnie. Podczas pierwszej, nonszalanckiej lektury, czujność miałem uśpioną. Zbudziła ją dopiero strona numer 62, na której nieroztropny sowiecki szpieg odstrzela sobie łeb, co zostaje skwitowane przez jedną z bohaterek stwierdzeniem, iż najwyraźniej odebrał wykształcenie humanistyczne.
To by się zgadzało. Jestem humanistą. Po odstrzeleniu sobie łba i wzięciu się za drugie czytanie (tym razem czujne) pochłonąłem historię Świdzińskiego na jednym wdechu.
"A niech cię, Tesla!" jest rzeczą piekielnie inteligentną i wymagającą, która przy zachowaniu przez odbiorcę wspomnianej czujności, staje się bogatą w ciekawostki i specyficznie zabawną, mistrzowską kompilacją czterech form komiksowych. Jeśli ktoś potrzebuje, to pozwolę sobie przywołać porównania do Lewisa Trondheima zmutowanego z Bohdanem Butenko albo Nicolasa Mahlera scalonego z Kurtem Vonnegutem i Markiem Koterskim. Albo Monty Pythona, gdyby Monty Python działał w XXIII wieku i miał ścisły umysł.
"A niech cię, Tesla!", kolejny polski komiks roku 2013, jest również prawdopodobnie najgłębszą od dawien dawna kopalnią cytatów. Świdziński zostaje w głowie jak Baranowski, jednak na Świdzińskiego należy bardziej uważać (do dziś wyczuwam dziwne spojrzenie ludzi, którym podaję definicję "paproszków" jako "małych piszczących ludzików").
Piękny to komiks. Przeglądając - stwierdzicie, że minimal. Czytając - będziecie łapać się za głowę. Albo śmiać się do rozpuku. I wracać do lektury po raz drugi, trzeci, czwarty, bo ten piękny komiks można czytać wielokrotnie. Nie po to, żeby "ciągle odkrywać coś nowego", ale po to, żeby znowu łapać się za głowę albo śmiać się do rozpuku...
Fanów rysunku realistycznego i klasycznie skonstruowanych fabuł niech ta recenzja jednak nie zwiedzie - "A niech Cię, Tesla!" nie jest komiksem dla wszystkich, ani też materiałem na komiks, który może wszystkich zarazić. Jeśli jednak kogoś rusza taka kreska, ten styl i tego rodzaju wrażliwość - nie ma się co zastanawiać. Kolekcjo Maszina, trwaj. 
"A niech cię, Tesla!". Rysunki i scenariusz: Jacek Świdziński. Wydawca: kultura gniewu, Warszawa 2013.
Recenzje innych komiksów z Kolekcji Maszina:
"Przygody Nikogo" - Mikołaj Tkacz
"S/N" - Michał Rzecznik
"(Nie)znani geniusze"

Przed Kolekcją Maszina:
"Tu powstała Polska" - Gutowski/ Tkacz/ Rzecznik/ Gąsiorowska

Kibicujemy (343)

Ósma wybiła! Tym, którzy jeszcze tego nie zrobili, zalecam wykonanie kilku banalnie prostych czynności celem zrobienia kawy, po czym zapraszam do kibicowania komiksiarzom! Mobilizowania ich do dalszej pracy i wymyślania pomysłów! Badania wykazały, że najlepszy dzień mają ci, którzy zawsze z rańca kibicują komiksiarzom. Kibicuj i Ty! 
"Quiet little Melody" to komiks Sebastiana Skrobola, który w maju zdobył stypendium Gildii. Docelowo składać się ma z 50 plansz, a zakończenie prac autor przewiduje na czerwiec 2014. Poczytajcie co to takiego - oddaję głos Sebastianowi:

To jest mój solowy projekt, sam piszę scenariusz. Pomysł na tę historię chodził już za mną jakiś czas. Na początku miał być short, ale pomysłów było coraz więcej, więc się zrobił z tego album i pojawił się konkurs Gildii, który udało się wygrać Sam komiks to taka historia, którą zawsze chciałem opowiedzieć. Taki baśniowy horror. Jest mroczny las, duchy dzieci, wielkie wilki i dziewczynka pośrodku tego wszystkiego, która musi pokonać pradawne zło, aby uratować swojego brata. Komiks będzie niemy, nie pada w nim ani jedno słowo. 
O samej fabule nie chciałbym za dużo pisać, bo boję się że coś zdradzę, a historia jest w sumie dosyć prosta. Chcę zrobić komiks, jaki sam chciałbym przeczytać. Nie mam pojęcia kiedy uda mi się skończyć ten album - powstaje on wieczorami, po godzinach, wiec ciężko mi powiedzieć kiedy skończę.

Ciąg dalszy nastąpi
Autorem grafiki tytułowej akcji społecznej "Kibicujemy komiksiarzom" jest Piotr Nowacki