Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

piątek, 30 listopada 2012

Wystawa twórców polskiego komiksu - fotorelacja

Autorem krótkiej fotorelacji z wystawy, którą od wczoraj można oglądać w Galerii Siedlisko w Krynicy-Zdroju, jest jej kurator, Łukasz Turek.
Tadeusz Baranowski
Daniel Gutowski
Marcin Rustecki
Sławomir Lewandowski, Daniel Grzeszkiewicz, Rafał Tomczak

czwartek, 29 listopada 2012

Małe zaćmienia - Fane/Jim

To bardzo popieprzona i szczera historia. Z gatunku tych, które ciągle gdzieś wydarzają się naprawdę. Pod płaszczykiem wyprawy na podziwianie zaćmienia księżyca, opasły album Fane i Jima traktuje o kryzysach wieku średniego, dylemacie bycia prawdziwym lub półprawdziwym draniem, przyjaźni, miłości, zdradzie, wspomnieniach... "Małe zaćmienia" pękają od natłoku dialogów, lecz ekspresyjna, stawiająca na ukazanie przestrzeni kreska rysownika sprawia, że komiks czyta się bardzo płynnie.
Kogo tu nie ma! Jest małżeństwo (Dominique i Isabelle) po kryzysie. Jest sprawczyni tego kryzysu - kochanka (Helena). Jest kochający mąż (żona i dwójka dzieci w domu) i jego internetowa znajoma (Jean-Pierre i Jan), z którą planuje skok w bok, mający rekompensować mu zasiedzenie i tęsknotę do młodzieńczej, nieodpowiedzialnej radości. Jest też ich przyjaciel - wesołek homoseksualista (Hubert), z łatwością scalający całą ekipę i nie pozwalający na nudę, która mogłaby spowodować eksplozję negatywnych emocji. Te pojawiają się głównie podczas spotkań twarzą w twarz, bo cała fabuła zorganizowana jest wokół kwestii rozliczeń z przeszłością.
"Małe zaćmienia" sugestywnie przedstawiają starcie płci i stereotypów je określających. Wszyscy faceci są tacy sami (w domyśle: dranie), a kobiety nie (tu w domyśle: łagodzące konflikty poprzez nierozmawianie o nich żony oraz usidlające facetów ladacznice). Jedna z bohaterek bierze z mężczyzny to, co najlepsze, "całe gówno zostawiając jego żonie", inna wybiera żonatego, bo chce przeżyć swój pierwszy raz z odpowiedzialnym, doświadczonym i czułym gościem. Miłość i seks to wiodąca tematyka utworu.  Pijackie rozważania o różnicach pomiędzy kumplostwem a przyjaźnią zostają sprowadzone do standardowego porównania psa z kotem. Pierwszy wierny, kochający, na którego liczyć możesz zawsze, a drugi - daleki wujek, który wpadnie do ciebie raz na jakiś czas i na pewno czegoś będzie chciał, nie dając jednocześnie nic w zamian. Multum dyskusji, prowadzonych w szalonym tempie i tyle samo starć poglądów. Każdy z bohaterów znajduje się na jakimś etapie swojego własnego zaćmienia - jedni już je przeżyli i starają się je odkręcić, inni dopiero w nie wchodzą, nie biorąc pod uwagę doświadczeń kolegów.
"Przeżyłam już kryzysy wieku średniego biednych kolesi, którzy zabierali się do swojej trzydziestki jak debile" - mówi Helena. Jean-Pierre ma czterdzieści lat i jego celebracja tego kryzysu rzeczywiście świadczy o nim nie inaczej, jak o debilu. Czuje, że coś go ominęło. Że chce powrócić do przeszłości. Że wychwycona z internetu nastolatka pozwoli mu zrekompensować te wszystkie dziewczyny, które przecież go ominęły. Że umoczy raz jeszcze i będzie dobrym żonatym kochankiem. Czytając wymiany zdań między bohaterami nieraz złapiecie się za głowę, ale wgłębiając się w ich monologi może nawet ich zrozumiecie.
"Małe zaćmienia" wyglądają jak storyboard Loisela do filmu Disneya - ekspresyjna, pewna kreska, bez poprawek, w ołówku, szarościach... do scenariusza pasuje idealnie. Bohaterowie niemal w każdym kadrze robią totalny chaos, przekrzykując się, szepcząc, dopowiadając, sadząc teksty w wielkich dymkach i równie wielką czcionką, bądź małych, wyciszonych. Ten komiks jest tak żywy, jak historia, którą opowiada. Wejdź w ten chaos, a docenisz.
Scenarzysta Jim, prowadząc akcję w wiejskich, spokojnych klimatach i ładując w nią mnóstwo emocji, nie idzie na ckliwe kompromisy w końcówce. Fenomenalnie poprowadzona (i zainicjowana) scena psychoterapii u okolicznej znachorki dusz to dialogowa perełka, która wyciąga z bohaterów niemal wszystko. Ta scena, jak i cały komiks opiera się na słowie, na gadaniu, dopełnionym odpowiednim obrazem.
Jest tu subtelna erotyka (Fane fantastycznie rysuje kobiety), ale przede wszystkim "Małe zaćmienia" to fenomenalny obyczaj, przepełniony dramatami, nasycony lekką dawką humoru. Choć wygląda i zapowiada się niepozornie, gwarantuje ogromne emocje, co czyni z niego jedną z najciekawszych pozycji, wydanych w naszym kraju w ostatnich miesiącach. 
Małe zaćmienia. Scenariusz: Fane. Rysunki: Jim. Tłumaczenie: Ada Wapniarska. Wydawca: www.timof.pl
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.Gildia.pl

środa, 28 listopada 2012

Wystawa twórców polskiego komiksu

29 listopada w Galerii Siedlisko (Centrum Kultury w Krynicy-Zdroju)odbędzie się wystawa twórców polskiego komiksu, połączona z premierą albumu "Nikifor. Krynica oczami Nikifora". Na wystawie znalazły się prace Tadeusza Baranowskiego, Marcina Podolca, Marka Turka, Marcina Rusteckiego, Dominika Szcześniaka, Sławomira Lewandowskiego, Rafała Tomczaka oraz Daniela Grzeszkiewicza. Wernisaż o godzinie 17.00
Autorem plakatu zapowiadającego wydarzenie jest Łukasz Turek, który jednocześnie na stronie wydawnictwa Ważka zapowiedział zawieszenie działalności komiksowej.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Fotostory: Dokładki nie będzie - okładka

Drugi tom serii "Fotostory", zatytułowany "Dokładki nie będzie" już niebawem w sprzedaży. Tymczasem prezentujemy jego okładkę, której autorem jest Rafał Trejnis:
"Dokładki nie będzie" to dalsze losy bohaterów komiksu "Fotostory: Zanim zaczniemy". Obyczajowa opowieść o pokoleniu 1200 miesza się z thrillerem dentystycznym, a do polskiego Ridge'a Forrestera dołącza kolejna postać z uniwersum "Mody na sukces". W coraz mniejszym stopniu czyni to jednak z serii telenowelę... Scenariusz: Dominik Szcześniak, rysunki: Rafał Trejnis, wydawca: timof i cisi wspólnicy. 96 stron w twardej oprawie.

piątek, 9 listopada 2012

Falkon - blok filmowo-komiksowy

Tegoroczna edycja Falkonu została wzbogacona o blok filmowo-komiksowy, który rozpocznie się już w piątek, 23 listopada o godz. 17:00. Będą spotkania (Rafał Szłapa, Marcin Rustecki, Dominik Szcześniak), warsztaty (Maciej Pałka, Daniel Grzeszkiewicz), konkursy. Ekipa ziniolowo-ksionzowa będzie również stacjonowała na stoisku, gdzie dostępne będą koszulki z komiksu KSIONZ. Impreza supportowana będzie listopadowym magazynem lubelskim LAJF, w którym znajdzie się miejsce dla sześciostroniocowego, bogato ilustrowanego artykułu o komiksie lubelskim. Zapraszamy na Falkon. Tegoroczna edycja odbędzie się w gmachu Targów Lublin (prelekcje w oddalonej o 100 metrów SP nr 20) - mapka tutaj.
PIĄTEK
17:00 Anatomia horroru (Marcin Andrys)
Kiedy gasną światła w kinie i pojawia się monstrum, serce zaczyna nam mocniej bić, po plecach przechodzą ciarki, a na rękach pojawia się gęsia skórka. Strach wychodzi z ekranu, a my dajemy ponieść się iluzji grozy. 
18:00 Geeks gaze upon explosions (Adrian Malczuk & Mateusz Górny)
Co jest piękniejszego niż wybuch? Odpowiedź jest prosta: wybuch na tle wybuchu!!! Wydaję się, że w dzisiejszych czasach cały świat jest w ogniu, a rzeczy wciąż wylatują w powietrze... doskonale, daje nam to niezliczone okazje do podziwiania jednego z najpiękniejszych zjawisk we wszechświecie. Zapraszamy wszystkich kinomaniaków na zestawienie najlepszych i najważniejszych (według prowadzących) eksplozji w historii kina. 
19:00 Thorgal w mitologii nordyckiej (Jakub Syty)
Próba odnalezienia tropów związanych z sagą o Gwiezdnym Dziecku w mitologii Wikingów. 
20:00 Konkurs filmów i seriali grozy (Robert Lipski)
Tłumacz powieści Stephena Kinga, komiksowych „Żywych Trupów” i nie tylko zabierze was w dziki i nieprzejednany świat filmowej grozy. Zapnijcie pasy i w drogę! 
22:00 Marilyn Monroe dziewczyną Bonda? (Marcin Andrys)
50 lat minęło od śmierci seksbomby kina oraz urodzin Jamesa Bonda, agenta jej królewskiej mości. Rok 1962 okazał się dla kina szczególny – w niewyjaśnionych okolicznościach odeszła ikona kina Marilyn Monroe, a w jej miejsce pojawiła się nowa. Aktorka znajdowała się u szczytu kariery, mogła zagrać rolę w najdłuższym ekranowym serialu. A gdyby tak... 
SOBOTA: 
10:00 Jak zrobić komiks? - warsztaty (Maciej Pałka)
Przedmiotem warsztatów będzie tworzenie scenariuszy do komiksów, układanie dialogów i operowanie dymkami, komponowanie stron i kadrowanie. Dodatkowo podstawy tworzenia zinów i wykorzystania komiksu jako formy tworzenia sztuki użytkowej. Ćwiczenia dotyczyć będą komunikacji w komiksowym języku bogatym w symbole, alegorie, skróty, cytaty, konteksty, abstrakcje, humor i często genialną grafikę. Warsztaty są skierowane do twórców komiksowych, grafików, hobbystów i scenarzystów. 
12:00 Jak konsumować spaghetti westerny? (Hubert Przybylski)
Prelekcja kulturalno-oświatowa, która w sposób kulturalny i za pomocą multimediów oświeci widzów na temat: kto, z kim, co, dlaczego, kiedy, jak, z jakim skutkiem i w ogóle o co w tym wszystkim chodzi. Występują: najważniejsze tytuły gatunku, najwybitniejsi twórcy, najlepsi aktorzy, najzdolniejsi kompozytorzy, najczęściej wykorzystywane motywy, najciekawsze kulomioty, największe baboły i ogólnie pojęte tło historyczne. A jako gwiazda wieczoru - banda kowbojów-gejów. 
13:00 We need to go deeper, czyli dogłębna analiza "Incepcji" (Grzegorz Olifirowicz)
Prelekcja poświęcona dogłębnej analizie filmu Ch. Nolana "Incepcja". Od spraw technicznych: scenariusza dopracowywanego przez 10 lat, wybuchających owoców i korytarza obracającego się w wielkim studio; przez analizę historii: studium sylwetek bohaterów pod kątem psychologii Jungowskiej, analiza poziomów snów; aż do ukrytych smaczków: symboliki, pozornie nieznaczących fraz, itd. Wszystko po to, żeby odpowiedzieć na pytanie: "Czy to sen"? 
14:00 Spotkanie z Marcinem Rusteckim, legendarnym naczelnym TM-Semic oraz Dominikiem Szcześniakiem – autorami komiksu "Ksionz"
Marcin Rustecki to człowiek legenda, to m.in. dzięki niemu miłośnicy komiksów mogli posmakować amerykańskich zeszytów wydawanych nad Wisłą, ale to także grafik, artysta, gawędziarz. Wespół z Dominikiem Szcześniakiem – twórcą magazynu komiksowego „Ziniol” - popełnili szczególną nowelę graficzną zatytułowaną „Ksionz”. Zapraszamy na spotkanie z w/w autorami. 
15:00 Lepsza wersja życia - spotkanie z Rafałem Szłapą, twórcą "Blera"
Superbohater nad Wisłą? Czy to możliwe? Według Rafała Szłapy tak! Poznajcie Blera – nietypowego herosa. 
16:00 Batman: Mroczny Rycerz czy Przykładny Obywatel? Superbohaterowie vs. System (Beata Marczyńska-Fedorowicz)
Czy Batman jest buntownikiem czy konformistą? Czy superbohaterowie mają poglądy polityczne? Czy istnieją super-anarchiści? Przyjrzymy się wspólnie przykładom komiksowych herosów i ich podejściu do systemów społecznych i politycznych. 
17:00 Konkurs komiksowy (Magdalena Filip)
Nietrudny, trochę niestandardowy, krótki konkurs komiksowy. Nie pytamy o twórców, rok wydania, a jedynie o treść komiksu. Jeśli chcesz wziąć udział, koniecznie przypomnij sobie jak cudowną rodzinkę ma Morfeusz, co gryzie Chłopca z Piekieł, dlaczego ktoś nazwał dziecko Wilczycą i dlaczego Króliki noszą miecze. Warto również przewertować kilka albumów, aby odświeżyć sobie wizualnie wasze ulubione postacie. Zapraszam, będzie szybko i intensywnie. 
18:00 Warsztaty komiksowe z Danielem Grzeszkiewiczem
Twórca komiksów z Lublina pomoże uczestnikom warsztatów zrealizować krótki komiks. 
20:00 Dokąd zmierza Marvel Cinematic Universe? - panel dyskusyjny (Bartłomiej 'Rav' Wieczorek)
Ostatnimi czasy całkiem sporo działo się w kinach w kwestii ekranizacji komiksów Marvela, wszystko zwieńczone 'The Avengers', które okazało się wielkim sukcesem. Sukcesem, na którym Marvel Studios bynajmniej nie zamierza poprzestać. Jak wyglądają plany na następne lata? Jakich nowych bohaterów z kart komiksów ujrzymy na ekranach w najbliższym czasie? Czy szopy mogą posiadać licencję na broń? Wszystkiego dowiesz się na naszej prelekcji. 
21:00  Dlaczego sól, żelazo i diabelska pułapka? Przesądy i wierzenia w serialu Supernatural (Magda 'Cathia' Kozłowska)
Łowcy posługują się wieloma typami broni, jednak najczęściej są to rzeczy dziwnie znajome: sól, czyste żelazo, woda święcona itp. Skąd taki a nie inny wybór? Zapraszam na prelekcję, podyskutujemy na ten temat. 
NIEDZIELA: 
10:00 Marvel vs DC – panel dyskusyjny (Mariusz Milczarczyk)
Zmutowani, mający poważne problemy przeciętni ludzie, którzy dostali od życia "coś innego", czy może piękni ludzie w aksamitnych pelerynach i w majtkach na wierzchu? Widzisz podobieństwa pomiędzy niektórymi postaciami z obu wydawnictw? A może wiesz, kto stoczyłby wyrównaną walkę z Hulkiem? Obroń swoją rację. 
11:00 Zakazany odcinek atomówek, czyli ile można przekazać 8 figurami (Łukasz Kowalski)
Zakazany odcinek atomówek puszczony był w Polsce tylko raz. Nie zawiera przekleństw czy golizny, nie zakazuje go prawo, acz w telewizji nie ma po nim śladu. Dlaczego? Obejrzyj go razem z nami, po czym wdaj się w płomienną dyskusję na ten temat. 
12:00 Pokazywanki komiksowe (Marcin Andrys & Jakub Syty)
W tej zabawie nie trzeba błysnąć szeroką wiedzą na temat komiksów. Ważne jest, żeby umiejętnie komunikować się z partnerem - bez słów, jedynie gestami, przedstawić wylosowane hasło w taki sposób, żeby zostało ono odgadnięte. 
13:00 Obraz Londynu we "From Hell" Alana Moore’a (Anna Stańczyk)
Jak wyglądało życie przeciętnej prostytutki na West Endzie? Czy wolnomularze byli rzeczywistą polityczną siłą, czy jedynie bandą panów w fartuszkach? Londyn ze swymi mieszkańcami i tajemnicami stanowi nie tylko scenografię „From Hell”, ale jest też cichym bohaterem dzieła Alana Moore’a i Eddiego Campbella. 
14:00 Happy Tree Friends - Śmierć Słodkich Zwierzątek (Michał Sadowski)
Przyjdź i zobacz efektowną, bolesną, długą, krwawą i bezsensowną arię śmierci wypełnioną krzykami futerkowców.

środa, 7 listopada 2012

NeST - Turek

Słowo "nest", tłumaczone z języka angielskiego, oznacza "gniazdo". W języku francuskim takiego słowa nie ma, w polskim również. Hiszpański także o rzeczonym nie wspomina. Pierwotny tytuł najnowszego, tworzonego niemal dekadę, komiksu Marka Turka brzmiał "N.E.S.T"*, zaś w stopce redakcyjnej albumu widnieje pisownia "NeST". Języki, które wymieniłem na początku związane są z komiksem Marka Turka w sposób następujący: 
a) komiks został wydany w Polsce, w takim też języku został napisany
b) akcja komiksu osadzona jest we Francji w roku 1940, bohaterowie posiadają francuskie nazwiska.

c) jeden z bohaterów jest z pochodzenia Hiszpanem.
Jednakże, jak już ustalono, słowo "nest" we wszystkich trzech językach nie występuje. Dlaczego więc autor zdecydował się tak zatytułować komiks? Najbardziej prawdopodobna jest "teoria angielska", która zresztą znajduje odzwierciedlenie w treści komiksu, lecz którą to jednakowoż nieco trudniej wyjaśnić. Jedyną eksplanacją, jaka przychodzi do głowy jest fakt historyczny: Państwo Francuskie (Vichy), istniejące w latach 1940-42 (a więc pokrywających się z wydarzeniami, opisanymi w albumie) nie zostało uznane za kontynuację III Republiki jedynie przez Wielką Brytanię, gdzie - jak powszechnie wiadomo - językiem obiegowym jest angielski. Jest to jednak teoria dość naciągana, może więc zbitek "NeST" jest połączeniem (na przykład) zaimka osobowego w języku albańskim (ne) oraz angielskiego skrótu ST. ("saint" - święty)? Zostawiając wszystkie te teorie jako bardzo prawdopodobne, lecz możliwe do wyjaśnienia jedynie przez autora, skłaniam się ku słowu pochodzącemu z języka angielskiego, użytym przez autora na przykład przez wzgląd na efekt wizualny (logo albumu jest bardzo ładnie zaprojektowane). Lub konsekwencji - poprzednie tytuły albumów Turka również nie korzystały z dobrodziejstw języka polskiego.
Abstrahując od powyższej kwestii, wato zaznaczyć, że "NeST", według autora, to "prosta historia opowiedziana w skomplikowany sposób". Jeśli chodzi o gatunek, z pomocą przychodzi wydawca, określając album mianem połączenia kryminału z thrillerem. Akceptując wspomniane ramy, chciałbym dopowiedzieć, iż jest to kryminał-thriller częściowo rozgrywający się w podświadomości. Turek przerzuca czytelnika z mrocznych i dusznych ulic francuskiego miasteczka w baśniowe lasy i zamki.

We francuskim miasteczku trwa epidemia. Każdej nocy jakiś człowiek przemienia się w kamień. Wszyscy skamieniali gromadzeni są w magazynie numer 4. Dochodzenie prowadzi inspektor Reflet, a pomocnym mu jest profesor Visser, który pracuje nad urządzeniem odczytującym ludzkie myśli. Prostota historii polega na tym: od początku wiadomo, że tropią bazyliszka. Dodatkowo, kwestia tego kim jest bazyliszek wyjaśnia się już na okładce.
Marek Turek od zawsze uwielbiał formalne zabawy z komiksem. "NeST" pęka w szwach od znakomicie rozrysowanych sekwencji czy plansz świetnych kompozycyjnie. Tak genialnie narysowanych scen, jak "psychologia mycia dłoni" (nazwa własna recenzenta), dzwoniący telefon, oraz taniec dwóch dam (?) przeradzający się w chmary niteczek/ wstążek, które sprawiają wrażenie, jakby za moment miały złożyć się w litery, tworzące logo albumu... tych wszystkich scen by nie było (lub byłyby pustym przejawem górowania formy nad treścią), gdyby Turek nie wrzucił ich w owe ramy kryminału. Dochodzenie inspektora to teorie, pytania i poszukiwania odpowiedzi, natomiast związana ze śledztwem wycieczka w cudzy umysł to właśnie eksplozja zabaw formalnych ujęta w szereg niemych, baśniowych plansz.

Istotne w albumie są czerpiące z łaciny tytuły rozdziałów, jak również charakterystyczna dla Turka  numeracja stron w systemie rzymskim. Można powiedzieć, że są to stałe elementy twórczości autora.
Po lekturze pojawia się kilka pytań. Czy wszystko, co w "NeST" przedstawione, jest rozgrywką w głowie spadkobiercy Gaudiego, opętanego przez bazyliszka? Czy skamieniali ludzie to refleksja autora na temat prześladowań Żydów, które w Vichy w rzeczonych latach miały być uskuteczniane na szeroką skalę? Czy magazyn numer 4 to rzeźnia numer 5? Czy "ne" jest wspomnianym na wstępie zaimkiem osobowym w języku albańskim, czy może błędnym zapisem słów "NE" (north-east")? Dociekliwi czytelnicy oraz recenzenci, którym daleko do lenistwa, będą sobie zaprzątać tym głowę, ale tak naprawdę jedynie autor zna odpowiedzi na te pytania. Niechaj jednak zaprzątają. Dobrze, kiedy komiks zmusza do myślenia.

Prosta historia skonstruowana w skomplikowany sposób - tak. "NeST" to kryminał-thriller, pełen szczegółów, kropek i kresek, pod którymi autor ukrywa swój - jak sam twierdzi - brak umiejętności rysowania. Zgodziłbym się z tezą, że jest to najlepsze póki co dzieło autora. Nawet mimo tego, że Marek Turek najwyraźniej zapomniał, że dzieło oderwane od stwórcy zaczyna żyć własnym życiem i oddał się internetowej krucjacie przeciw recenzentom "NeST". 
*odrzucenie tej wersji tytułu mogło być związane np. z istnieniem tego skrótu w terminologii Transformersów: Nonbiological Extraterresential Species Team. 

NeST. Autor: Marek Turek. Wydawca: kultura gniewu 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl
Tak kibicowaliśmy:

wtorek, 6 listopada 2012

Hellboy: Dziki Gon - Mignola/ Fegredo

Wszystko było potrzebne, każdy krok zaplanowany, a kolejna pomniejsza fabułka stanowiła trybik w mistrzowskim systemie – to mówi nam „Dziki Gon”. Mignola–scenarzysta jest wspaniały jak nigdy, a Fegredo, który za jego błogosławieństwem przejął pałeczkę rysownika gwarantuje świeżość i dynamikę w szalony sposób połączone z estetyką pierwowzoru. Dziki Gon to porażający efekt kompromisu, który nadaje historii o Hellboyu kompletny wymiar.
Tytułowe wielkie łowy dotyczą uświęconej tradycją nagonki na olbrzymy, pojawiające się w Anglii. Wyrwany z leżakowania i sączenia trunków Hellboy musi pójść w ślady sir Benwicka oraz - uwaga - Trevora Bruttenholma - i wziąć udział w tego rodzaju zabawie, którą w tym wydaniu określić można mianem nadzwyczajnej z jednego powodu: olbrzymy, zazwyczaj wyskakujące pojedynczo, bądź zorganizowane w dwu/trzy-olbrzymowe gangi, tym razem atakują szóstką. A spotkanie z nimi jest zaledwie preludium do prawdziwych łowów, na czele których jechał będzie... no właśnie.
Jeśli komuś na dźwięk tytułu "Hellboy" wciąż dudnią w głowie takie elementy, jak: spuszczanie łomotu nazistom, wylewna gadatliwość głównego bohatera podczas absorbującej walki oraz elementy folkloru, sprawiające wrażenie wciśniętych na siłę, to - o ile tych myśli nie porzucił przy tomie "Zew ciemności" - przy "Dzikim Gonie" powinien. Nie tylko dlatego, że Hellboy jest tutaj dość małomówny i głównie rzuca szlagiem, jak również nie dlatego, że nie ma nazistów. Przede wszystkim dlatego, że ten cały folklor, od podań z matki Rosji po mity arturiańskie, bardzo mocno trzyma się kupy i tworzy mieszankę wybuchową.
Mignola od pierwszych stron swobodnie składa hellboyową układankę. Wykorzystuje do tego niemal wszystkie postaci, które pojawiały się na kartach serii, powraca do plenerów, które kiedyś już widzieliśmy, buduje napięcie i po mistrzowsku, przy trzasku opadających szczęk czytelników, wyjaśnia pochodzenie Hellboya. Co więcej, kończy kilkoma zawieszeniami akcji, które powodują, że od razu chce się więcej.
Duncan Fegredo związał się z rysowaniem serii na stałe. Protesty wyznawców Mignoli zostały uciszone w momencie, kiedy ujrzeli pierwsze próbki jego prac - nawiązujące do stylu, w jakim rysuje od zawsze, ale równie mocno kłaniające się autorowi pierwowzoru. Rysowanie "Hellboya", po kilku fuszerkach będących pokłosiem popularności takich komiksów, jak "Enigma",  wyszło mu na dobre. Duża w tym zasługa Dave'a Stewarta, kolorysty związanego z serią od początku. Dodatkowo, na oddaniu części swoich obowiązków koledze skorzystał Mike Mignola, który w spokoju mógł poświęcić się pisaniu scenariuszy oraz splataniu ze sobą wątków. Jak mu wyszło? Odpowiedzią jest "Dziki Gon".
W historii Hellboya jest to album bardzo ważny, jeśli nie najważniejszy. Towarzyszy mu rozmach i totalne opanowanie rzemiosła komiksowego. Gdyby kolejne tomy serii ukazywały się w Polsce częściej, niż raz na kilka lat, byłby to murowany kandydat do miana najlepszego serialu komiksowego. 
Hellboy: Dziki Gon. Scenariusz: Mike Mignola. Rysunek: Duncan Fegredo. Kolor: Dave Stewart. Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz. Wydawca: Egmont 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl

sobota, 3 listopada 2012

Ronc - Bira Dantas

Ku uciesze redakcji, uaktywnił się ostatnio Bira Dantas - brazylijski autor, którego prace publikowaliśmy już w papierowej i cybersferycznej odsłonie Ziniola. Specjalnie dla naszego magazynu stworzył komiks, zatytułowany "Ronc", co w języku polskim oznacza burczenie głodnego brzucha. Komiks prezentujemy w wersji oryginalnej, bez dubbingu, natomiast z polskimi napisami. Zapraszam do degustacji:
-Proszę pana!
-Spaghetti, czosnek i olej!

piątek, 2 listopada 2012

Usagi Yojimbo: Samuraj - Sakai

Egmont przypomina początki długouchego ronina, warto więc zacząć od przedstawienia losów tej serii w Polsce. A losy to o tyle ciekawe, że Usagi Yojimbo wydawany był u nas niemal jednocześnie przez dwa wydawnictwa. Od marca 2002 roku odcinki od 7 w górę wydawał Egmont, a od listopada 2003 prawa do wydawania części 1-6 nabyła Mandragora. Dwutorowość serii miała swe usprawiedliwienie w następującym fakcie: prawa do pierwszych części Usagiego należały do Fantagraphic Books, reszty - do Dark Horse Comics. Mandragora dogadała się z tym pierwszym, Egmont z drugim wydawnictwem. Polski czytelnik, zainteresowany tego typu lekturą, był w siódmym niebie. Skompletowanie serii i dogonienie edycji oryginalnej było - jak na polskie warunki - szybkie i sprawne.
Niebawem (listopad) premierę będzie miał 25. tom serii. Licząc, że każdy z nich ma ok. 130 stron, okazuje się, że przez te wszystkie lata nazbierało się multum opowieści o Usagim. Krótkich kawałków i historii rozwleczonych na kilka tomów. Zeszytów niezależnych od długouchej sagi, jak również takich, które ją rozwijały. W takim natłoku informacji, decyzja o wznowieniu pierwszych tomów serii wydaje się trafna. Ci, którzy jeszcze się z królikiem-samurajem nie zetknęli, mogą zacząć wyrabiać sobie zdanie na temat komiksu, a ci, którzy śledzą jego przygody na bieżąco, będą mogli przypomnieć sobie istotne fakty, które niekoniecznie zostały w głowie kiedy czytali ten komiks 10 lat temu.
Dlaczego Usagi został roninem (samurajem bez pana)? Jak doszło do jego spotkania z Genem? Co łączyło go z Mifune? Jak bardzo podobny jest do swojego ojca? I - hej - dlaczego kiedyś jego nos bezpośrednio przechodził w czoło (casus Marva z Sin City), a obecnie już nie?
Powrót to nie tylko sentymentalny, czy pozwalający uzupełnić braki w uniwersum yojimbo. To również transfer do roku 1987, kiedy to Stan Sakai bardziej "pieścił" swoje rysunki, a nie jedynie zaznaczał kontury postaci, jak to się czasem zdarza dzisiaj. Samuraj to również (wciąż) niesamowita świeżość - mimo pewnych archaizmów narracyjnych, komiks czyta się świetnie. Sakai, poza główną opowieścią o szkoleniu małego Usagiego i jego służbie u pana Mifune, wykonuje kilka skoków w bok ku odrębnym opowieściom, garściami czerpiącym z folkloru. To zawsze było jego mocną stroną.
Drugie wydanie komiksu posiada nową okładkę oraz szatę graficzną tożsamą z pozostałymi egmontowskimi tomami. Ciekawostka dla czytelników: komiks nie zmienił tłumacza. Jest nim wciąż Orkanaugorze - tajemniczy etatowy translator Mandragory, o którego personalia wykłócali się czytelnicy. Okazuje się, że kiedy nie jest Orkąnaugorze, nazywa się Jarosław Rybski.
"Samuraj" to kawał solidnego komiksu. Jest to drugi album serii, a więc jeden z tych, które budowały markę Usagiego. To właśnie dzięki niemu świat przedstawiony w komiksie został do dnia dzisiejszego tak wspaniale rozbudowany. Trzeba to mieć na półce.
Usagi Yojimbo: Samuraj. Autor: Stan Sakai. Tłumaczenie: Jarosław "Orkanaugorze" Rybski. Wydawca: Egmont 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl
Inne recenzje serii:

czwartek, 1 listopada 2012

Wszystko zajęte - Podolec

22 grudnia 2010 roku zdecydowali, że muszą coś razem zrobić. I zaczęli robić komiks. Marcin Podolec wziął na swoje barki scenariusz i tusz, Barbara Okrasa - szkic i kolor. Kiedy ona zrobiła swoje na dziesięciu planszach, pałeczkę przejmował on, dopieszczał je i oddawał jej, by ona dopieściła jeszcze bardziej. I tak w koło Macieju. Robota szła na całego. Plansze, które zdecydowali się pokazać internetowej publice wywoływały "ochy" i "achy". To była ręczna robota, dziesiątki małych kadrów, duszna atmosfera, thriller. Później nastąpiło "lekkie zwolnienie w okresie sesyjnym", podczas którego młodzi autorzy oddawali się poważnym sprawom, a jakiś czas później o uszy zainteresowanych obiła się informacja, że Marcin Podolec robi komiks samodzielnie.
Po lekturze komiksu "Wszystko zajęte" można by stwierdzić, że powyższa historia jest o wiele ciekawsza niż ta, która została w nim opisana. Oczywiście nie są one ze sobą w jakikolwiek sposób powiązane, a burzliwa współpraca (określenie trochę na wyrost) jest co najwyżej ciekawostką. Niemniej jednak świadomość tego, co było w zestawieniu z tym, co jest nasuwa kilka spostrzeżeń.
Słowa od autora albumu "Wszystko zajęte", znajdujące się na skrzydełkach komiksu brzmią między innymi: "Zależało mi na otwartych przestrzeniach" oraz "scenariusz miał wiele wersji". Otwartych przestrzeni w komiksie faktycznie jest mnóstwo. Autor bądź traktuje je bardzo dosłownie, ukazując przestrzeń miasta, domu, łazienki, czy nawet blatu w zakładzie pogrzebowym, bądź metaforycznie, kiedy serią niemych kadrów sięga do głów bohaterów. Jednocześnie stosuje wiele zbliżeń bądź schematów przestrzennych, które po dłuższym z nimi obcowaniu tworzą bardzo duszną atmosferę. Czy więc chodzi mu o ukazanie, że nawet tam, gdzie miejsca jest mnóstwo, nie sposób skumulować wszystkich myśli?
Bohaterów tego tajemniczego komiksu jest kilku: bracia, prowadzący biznes pogrzebowy, prawdopodobnie bliźniacy, starsza pani w okularach, jako jedyna zapewniająca im robotę, piękna kobieta, do której jeden z braci smali cholewy i druga piękna (a może nie), od której chce uciec. Jest też cieć w zoo, są zwierzęta. Wszyscy zostają wplątani w historię o... no właśnie, o czym? Opis wydawcy sugeruje thriller, ale autor rezygnuje z thrillera na rzecz opowieści obyczajowej, a po lekturze można natomiast stwierdzić, że jest to oczywiście komiks o miłości (banał), prawdopodobnie komiks o śmierci (banał), być może komiks o pogoni za szczęściem i cenie, jaką za nie trzeba zapłacić, a całkiem możliwe, że jest to po prostu komiks o tym, że sowy nie są tym, czym się wydają.
Historia Podolca płynie "opustoszałymi ulicami na planie miasta Łodzi (...) i rozwidla się na kolejne równoległe do siebie odnogi, które nie mają szansy na spotkanie". I być może problem tkwi w tym, że rozwidla się za bardzo. Tak bardzo, że niektórzy uznają, iż popada w bełkot, przerost formy nad treścią. Inni natomiast - w tym ja - w tej wielości interpretacji odnajdą coś ciekawego. Przyciągającego do kolejnej lektury.
Choć w momencie współpracy z Okrasą skonsultowany z Robertem Wyrzykowskim scenariusz był gotowy, to jednak wersji miał wiele. To, że autor nie wiedział do czego zmierza, jest w albumie widoczne. Być może dominuje w nim opowieść o toksycznym związku i poszukiwaniu pretekstu do wyrwania się z niego - przecież Podolec (wspólnie z Robertem Popieleckim) za podobny pomysł/komiks, tyle, że skondensowany do trzech plansz zdobył nagrodę na tegorocznym Festiwalu Komiksu w Łodzi. Być może jest to jednak thriller - przecież wątek idealnie pasujący do tego gatunku również się pojawia. A może jednak komiks o miłości?
Ten komiks przeznaczony jest dla czytelników, którzy lubią duże ilości "prawdopodobnie" i "być może".
W nawiązaniu do zasygnalizowanej na wstępie współpracy na polu graficznym, należy nadmienić, że album, który dostajemy do rąk, wygląda jak wypieszczone cacko. Nie ma linii, która wyszłaby za ramy kadru, nie ma brudów, chropowatości. Są proste kolory, proste kreski, a zamiast podmalówek i szkiców - komputer. Czy to dlatego rysunki Podolca wydały mi się mniej podolcowate, niż w "Czasem" lub "Kapitanie", a czcionka i dymki i sposób rysowania postaci przywiodły na myśl prace Marcina Surmy?
"Wszystko zajęte" to komiks intrygujący i tajemniczy. I nie dla wszystkich. Jak na pełnoprawny autorski debiut Marcina Podolca, za dużo kręci się wokół niego innych nazwisk, przez co ta "autorskość" rozwidla się na wiele mniejszych uliczek, na których stoją jakieś postaci i podpowiadają. I tych podpowiedzi jest tyle, że bardzo łatwo jest się zgubić.

Ja dałem się zgubić. I dam jeszcze nie raz, nawet jeśli przy którymś z kolei podejściu zdam sobie sprawę z tego, że autor robi mnie w konia.
Wszystko zajęte. Autor: Marcin Podolec. Wydawca: kultura gniewu 2012
Komiks można nabyć tutaj: Sklep.gildia.pl
Tak kibicowaliśmy: