Cybersferyczna kontynuacja papierowego hitu! Recenzujemy nie tylko komiksy w twardej oprawie! Redaktor prowadzący: Dominik Szcześniak. Kontakt: ziniolzine@gmail.com

czwartek, 29 lipca 2010

"Zapętlenie" - Daniel Chmielewski

Autor: Dominik Szcześniak

Daniel Chmielewski jest autorem komiksu "Zostawiając powidok wibrującej czerni", zwycięzcą Bitew Komiksowych, komiksowym aktywistą, twórcą bloga Pub pod Picadorem i Atelier Daniela Chmielewskiego, projektantem designu Ziniola - zarówno jego wersji drukowanej, jak i "cybersferycznej" oraz człowiekiem, który wie dużo o komiksie i potrafi w świetny sposób tę wiedzę przekazać innym. Daniel Chmielewski jest również ambitnym gościem, który dawno temu rozpoczął siłowanie z komiksem "Zapętlenie" - dwutomowym, o objętości czterystu stron albumem. Prolog tego komiksu oraz fragment wstępu do epilogu to jednocześnie praca dyplomowa zrealizowana w pracowni Multimedialnej Kreacji Artystycznej pod kierunkiem prof. Stanisława Wieczorka. 26 maja Daniel został magistrem, a mniej więcej w tym samym czasie wystawa poświęcona "Zapętleniu" zawisła w warszawskiej Kawangardzie. Wszystkiemu towarzyszyło wydanie zeszytu z pracą dyplomową Daniela - wspomnianym prologiem i fragmentem epilogu do komiksu.

Niniejszy tekst nie jest recenzją, a jedynie próbą podzielenia się z czytelnikami wrażeniami, jakie zeszyt na mnie wywarł. Daniel od dawna na bieżąco informuje o postępach prac nad komiksem, składa relacje z szalonych metod, jakie stosuje i wnika do podświadomości odbiorcy. Większość czytelników blogosfery i ludzi zainteresowanych komiksem wie, że coś takiego, jak "Zapętlenie" istnieje. Co więcej, są oni również w stanie powiedzieć czego będzie dotyczył ten komiks. W odróżnieniu od innych twórców, dość anonimowo informujących o swoich nowych produktach, Daniel wie, jak dawkować napięcie. A być może nawet spowodować ślinotok!

Już "Zostawiając powidok wibrującej czerni" był komiksem, który wywołał dużo pozytywnego szumu wśród czytelników, jak również spotkał się z bardzo ciepłym odbiorem w mediach. Daniel wystąpił tam jako eseista, czyniąc siebie samego głównym bohaterem. Podobnie jest w "Zapętleniu", będącym właściwie autobiograficznym wycinkiem jego życia. Bardzo szorstkim, szczerym, wręcz katartycznym wycinkiem. Akcja komiksu osadzona jest w czasie współczesnym. Czytelnik towarzyszy autorowi podczas jego wyjazdu plenerowego, zorganizowanego w lutym 2008 roku przez Grzegorza Kowalskiego; jest z autorem podczas premiery komiksu "Zostawiając powidok wibrującej czerni" w Kawangardzie; doświadcza również emocji, jakie autor odczuwał wygrywając Bitwy Komiksowe. Przede wszystkim zaś Daniel pisze (a właściwie komiksuje, bo ten twórca dawno już przestał po prostu pisać, czy rysować komiksy) o swoich problemach z wejściem w środowisko ASP, odnalezieniem własnej drogi twórczej i o związku z ówczesną partnerką.

Te kilkadziesiąt stron komiksu to w pełni autorska kreacja. Dzieło absolutnie niepretekstowe, ujawniające fascynacje, fobie i natręctwa autora w sposób bardzo przejmujący, ale również atrakcyjny formalnie. "Igrać z istotą komiksu", "bawić się jego formułą" - te określenia to dla Daniela codzienność. Każda strona jest przemyślana, każdy kadr dopieszczony, każde słowo ważne. Chmielewski nie boi się uderzyć w zmysły szeregiem całostronicowych kadrów, by następnie poupychać ich po szesnaście na stronie. Jak donosi na blogu - za tę ich mnogość był ganiony. Osobiście uważam, że ta metoda poklatkowej obrazkowej narracji jest zabiegiem idealnie wkomponowanym w konstrukcję zeszytu. Choć oczywiście więcej będę miał do powiedzenia, gdy album zostanie wydany w całości. Już jednak na podstawie tej krótkiej zajawki można stwierdzić jedno: szykuje się komiks nieprzeciętny, nietuzinkowy. Komiks, który przeznaczony będzie nie tylko dla krewnych i znajomych królika (mimo obecności wielu z nich na kartach "Zapętlenia"), ale również dla czytelników, którzy za nic mieli do tej pory zjawisko zwane "komiksem polskim".

Zakochałem się w formalnych eksperymentach "Zapętlenia". W nachodzących na siebie literach w pierwszej scenie, fenomenalnie akcentujących rytm wypowiadanych słów; w fantastycznie narysowanych "małych scenach" oraz w samym fakcie rozliczania się Daniela ze sprawami z przeszłości.

I, cholera, wiem teraz dlaczego czasem nie odbierał telefonu.

"Zapętlenie" jest albumem, na który bezwzględnie warto czekać. Jeśli wyjdzie w 2012, będzie wydarzeniem ważniejszym niż polskie Euro. Czekam z niecierpliwością i zachęcam wszystkich czytelników komiksów do tego samego. Choć sądząc po pierwszych jaskółkach, niosących wieści o "Zapętleniu", nie tylko komiksiarze będą nim zainteresowani.

Daniel: powodzenia.

"Zapętlenie: prolog i wstęp do epilogu (fragment)". Scenariusz i rysunek: Daniel Chmielewski. Praca dyplomowa zrealizowana w pracowni Multimedialnej Kreacji Artystycznej pod kierunkiem prof. Stanisława Wieczorka. Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, Warszawa 2010

"Baśnie: Arabskie noce (i dnie)"

Autor: Dominik Szcześniak

"Baśnie" nie m
uszą już niczego udowadniać. Nawet rekomendacja na okładce - informacja o ilości nagród Eisnera, jakie seria zdobyła - wydaje się być zbędna. Jednakże w istnieniu każdej serii nadchodzi taki moment, kiedy forma spada. A to autorzy zajmują się mało ciekawymi wątkami pobocznymi w momencie, gdy trzon historii nabiera właśnie odpowiedniego tempa, a to bohaterowie, obecni na kartach serialu od jego początku zostają zepchnięci na dalszy plan i zastąpieni innymi. Ten ostatni przypadek dotknął "Baśnie". Scenarzysta odsunął na bok postaci, z którymi czytelnicy najbardziej sympatyzowali i spowodował, że niniejszym możemy zastanowić się nad tym, czy to owi bohaterowie byli motorem napędowym komiksu, czy też sprawność warsztatowa autora ich przygód.

Po odejściu Bigby'ego Wilka i Królewny Śnieżki, których elektryzujący związek dominował w pierwszych albumach serii, ich role w Baśniogrodzie przejęli Książę Uroczy, Piękna i Bestia. I choć chemia w tym trójkącie występuje, daleko jej do związku poprzedniego szeryfa i zastępczyni burmistrza. Willingham przerzucił ciężar opowieści na postać Niebieskiego - tragicznego bohatera z poprzedniego tomu oraz na społeczność baśniogrodzką, która tym razem musi zmierzyć się z wizytą baśniowców ze światów arabskich pod przewodnictwem Sindbada. Willingham sukcesywnie więc powiększa obsadę znanych z baśni i podań postaci, świetnie wykorzystując różnice kulturowe pomiędzy odwiedzającymi i gospodarzami. Widać również, że wszelkie niuanse i chwyty, jakich dopuszcza się w dialogach między postaciami, władającymi różnymi językami sprawiają mu dużo frajdy, a przy okazji ubarwiają komiks akcentami humorystycznymi.


Biegle Willingham porusza się również w relacjach pomiędzy głównymi bohaterami, w czym bardzo fajnie wspierany jest przez warstwę graficzną albumu. Strony, na których opisywane są dzieje jakiejś postaci, oznakowane są ornamentyką, specjalnie jej przyporządkowaną. Bardzo fajny patent i - z tego co można zaobserwować na przestrzeni wszystkich tomów - jego autorstwo należy przypisać Markowi Buckinghamowi. Inni rysownicy (w tym albumie: Jim Fern) raczej nie korzystają z tego dobrodziejstwa, komponując plansze według własnych pomysłów.


Choć dużo faktów świadczy za tym, że seria nadal trzyma się świetnie, jest jeden wątek, który został nieco puszczony w niniejszym tomie. Jest nim wątek główny. Konfrontacja światów arabskiego z amerykańskim posiada w swej konstrukcji punkt zapalny, wokół którego powinna kręcić się fabuła - jest nim spisek, zainicjowany przez wiernego sługę Sindbada, Hakima, który jest rasowym czarnym charakterem z dostępem do butelki z dżinem. I choć Willingham przytacza nieco z mitologii dżinów, to kończy całą akcję w taki sposób, że bardziej w głowie czytelnika zostają rozmowy między Sindbadem a Burmistrzem Cole'm oraz cała wspomniana już otoczka humorystyczno - kulturowa.
Być może wątek główny został położony, ale sprawność warsztatowa i dowcip skutecznie ten fakt zamaskowały.

Być może "Arabskie noce (i dnie)" to kolejna cisza przed burzą w oczekiwaniu na powrót bohaterów, do których zatęsknił już chyba nawet scenarzysta komiksu.
Jeśli tak, to jest to cisza wyjątkowo przyjemna i rozrywkowa. Dla fanów dobrej, ale i inteligentnej rozrywki rzecz jak najbardziej smakowita.

"Baśnie: Arabskie noce (i dnie)". Scenariusz: Bill Willingham. Rysunki: Mark Buckingham, Jim Fern. Tusz: Steve Leialoha, Jimmy Palmiotti, Andrew Pepoy. Kolory: Daniel Vozzo. Tłumaczenie: Krzysztof Uliszewski. Wydawca: Egmont 2010

środa, 28 lipca 2010

"Wartości rodzinne 4" - Śledziu

Autor: Dominik Szcześniak

Śledziu zakończ
ył pierwszy sezon "Wartości rodzinnych" odcinkiem tak spójnym i świeżym, że aż chciałoby się, by to był dopiero początek. Odcinek zatytułowany "Nie bądźmy leśne ludki" wyskoczył ponad porównania do "Simpsonów", urzekł szeregiem świetnych pomysłów i znakomicie napisanych dialogów, jak również dał możliwość twórcy na moment powrócić do konwencji komiksu czarno-białego.

W finale sezonu Śledziu wziął pod lupę szkielet "typowej, polskiej rodziny", w której mąż, koniecznie piastujący ważne stanowisko, w pocie czoła zarabia na utrzymanie całej familii, a żona zajmuje się domem. Znany czytelnikowi fakt, iż funkcja Edgara Króla tak naprawdę nie jest aż tak odpowiedzialna i że postać ta najlepiej sprawdza się w teatralnym rozrywaniu szat, w omawianym odcinku poznaje również jego żona - Ela, nie bez przyczyny przedstawiona na okładce w pozie i scenerii a la John Rambo. Śledziu, właśnie poprzez postawę Eli (ale nie tylko) rozprawia się z "leśnymi ludkami" - kurami domowymi (ale nie tylko), zmywającymi gary w błogiej nieświadomości tego, co tak naprawdę robią ich mężowie; degradującymi się do tej roli w imię "wyższego dobra rodziny". Ela dostaje swoje pięć minut i z postaci dość nieśmiało spoglądającej zza rzeszy ciekawszych od niej, przeobraża się w bohaterkę, godną co najmniej własnej serii odpryskowej.

"Nie bądźmy leśne ludki" to bezapelacyjnie tytuł roku 2010. Tak idealnego podsumowania zawartości zeszytu tytułem dawno nie widziałem. A grypsera, jaką Śledziu zastosował, by wprowadzić czytelnika w temat (scena rozmowy na drzewie pomiędzy Polskim Yeti a młodym Królem) powoduje, że należy się przed omawianym komiksem nisko ukłonić. Lecz ani grypsowanie, ani chwytliwy tytuł na nic by się zdały, gdyby nie soczyste dialogi. Podczas lektury poprzednich odcinków serii dało się odczuć, że scenarzysta przesadza z ilością słów w kadrze, że komiks bywa niepotrzebnie przegadany. Finał sezonu serwuje natomiast tak energiczne i płynne kwestie, rzucane przez bohaterów, że groźba zaśnięcia podczas lektury zupełnie zanika.


Jak na finał przystało, wyjaśniają się w czwartym odcinku wszystkie rozpoczęte w pierwszym wątki. Poznajemy tożsamość gospodyni Miszy, los Tucholskiego Patrolu i otwierające się przed rodziną Królów perspektywy. Poznajemy również przyszłość "Wartości rodzinnych" jako komiksu. Śledziu od samego początku doładowywał komiks fikcyjnymi reklamami i zajawkami komiksów. Tym razem w ramach tej usługi, udostępnił okładkę zeszytu "Tucholski Patrol i tajemnica Złotej Czupakabry". Może to i zgrywa, ale warto pomamić się myślą, że coś z tego wyniknie. "Machete", dołączony do filmu "GrindHouse" jako fikcyjny trailer lada dzień pojawi się na ekranach kin pod postacią pełnometrażowego filmu, więc na tym polu wszystko jest możliwe.


"Wartościami rodzinnymi" przeszedłem przez wszystkie etapy, związane z serialem: żmudne zapoznawanie się z bohaterami, chwile słabości, światełka w tunelu, akceptację konwencji, radość z wybuchowego finału oraz... ochotę na więcej. A jeśli ten ostatni etap został zaliczony, to chyba oznaka tego, że misja serii została spełniona.


"Wartości rodzinne 4: Nie bądźmy leśne ludki". Scenariusz i rysunki: Michał "Śledziu" Śledziński. Wydawca: kultura gniewu 2010

"Mój syn" - Schrauwen

Autor: Dominik Szcześniak

Olivier Schrauw
en - pewnie niewielu o nim słyszało. Tak samo, jak mało kto słyszał o chociażby Winsorze McKayu, Rudolphie Toppferze czy George'u McManusie, którzy przecież popularni byli pod koniec XIX wieku, a dzisiaj ich twórczość nie ma najmniejszej szansy na przebicie przez superbohaterski kanon. To, co na pierwszy rzut oka różni prace Schrauwena od wymienionych twórców, to zdecydowana dosadność i niekonwencjonalność pomysłów, jakie we wspomnianym okresie były nie do pomyślenia. Czy więc prace Schrauwena, o którym w XIX wieku nikt nie słyszał, wpadły wówczas pod ostrze cenzury? Czy dopiero po ponad stu latach dostajemy możliwość poznania jego twórczości?

Otóż, nie. Bo Olivier Schrauwen to twórca współczesny, w którego pracach widać jednak inspirację okresem, kiedy komiks jako gatunek raczkował. A temu raczkowaniu towarzyszył świetny poziom i eksperymentatorstwo formalne. Już otwierając "Mojego syna" można przenieść się w ten świat, zdekonstruowany przez Schrauwena na skutek jego wiedzy o historii komiksu. Przewagą autora nad twórcami schyłku XIX wieku jest właśnie owa świadomość, dzięki której dowiedzieć się możemy jak mógłby wyglądać współczesny klasyczny komiks.


"Mój syn" jest zbiorem sytuacji, kilku opowiastek, w których rolę nadrzędną nad fabułą sprawuje wytworzenie określonego nastroju. Niesamowite zdarzenia, jakie spotykają ojca i jego nad wyraz małego syna, skalkulowane są na wytrącenie czytelnika z równowagi lub chociaż sprawienie, że będzie przecierał oczy ze zdumienia. Horror w muzeum prymitywistów flamandzkich, pożarcie przez krokodyla, walka z pigmejami, katastrofalne skutki kichnięcia, setki pigmejów składających się w jednego wielkiego wojownika... za pomocą tych wszystkich elementów Schrauwen siłuje się ze swoimi idolami. Wyraźnie czerpie z Winsora McKaya i jego "Little Nemo in Slumberland", tyle, że zamiast onirycznych zabaw spuentowanych powtarzalnym zakończeniem, sięga po współczesne niedopowiedzenie, nakazujące czytelnikowi snuć przeróżne interpretacje na temat tego, co przeczytał.

Graficznie "Mój syn" jest arcydziełem, bogatym w nawiązania do karykatur, satyr czy komiksów autorów XIX wieku, w szczególności zaś McKaya, od którego Schrauwen przejął konstrukcję planszy i sposób kadrowania. Znajdą się tacy, którym jedynie warstwa rysunkowa przypadnie do gustu, a treść wyda się kompletnie nieprzyswajalna; będą również ci, którzy wyciągną z "Mojego syna" wątek trudnego związku pomiędzy ojcem a synem, przepełnionego brakiem akceptacji z jednej a bezwarunkową miłością z drugiej strony. Znajdą się fascynaci, do których przemówi samo nawiązanie do tradycji. I wreszcie na pewno pojawią się tacy odbiorcy, którzy w analizie tego dzieła sięgnął poza granice komiksu i wejdą na terytorium historii sztuki. To bardzo dużo opcji, jak na tak hermetyczny komiks.

"Mój syn". Autor: Olivier Schrauwen. Tłumaczenie: Dominika Syrowatko. Wydawca: timof comics 2010

wtorek, 27 lipca 2010

Przygody Leszka (16): Funk i Jazz

Autorzy: Marcin Sikorski i Dominik Szcześniak

Tym razem przygoda Leszka w wykonaniu Marcina Sikorskiego, znanego szerzej jako Haku. Tematem, jaki wzięliśmy na tapetę jest "Funk i Jazz". Zobaczcie jak wyszło:

poniedziałek, 26 lipca 2010

"Hellblazer: Łajdak u piekła bram" - Ennis, Dillon

Autor: Dominik Szcześniak

Czy można be
zkarnie wystawić środkowy palec i krzyknąć diabłu prosto w twarz "Up yours"? Z kart "Niebezpiecznych nawyków" dowiedzieliśmy się, że owszem, można, ale tylko jeśli jest się angolskim cwaniakiem o nazwisku Constantine. Czy można uniknąć konsekwencji tego czynu? Na to odpowiedź daje "Łajdak u piekła bram". Związek między pierwszym a ostatnim wydanym w Polsce albumem z serii "Hellblazer" to okazja do rzucenia okiem na to, jak na jej łamach radził sobie scenarzysta Garth Ennis.

A właściwie Garth Ennis i Steve Dillon, bo to współpraca tych dwóch panów stworzyła całkiem świeży wizerunek Johna Constantine'a oparty o zderzenie dwóch cech. Pierwszą jest wygląd bohatera - jakże inny od tego, który preferowali poprzedni rysownicy serii, drugą - jego charakter, niezmienny od pierwszego odcinka. W ujęciu Dillona John nie był już "świńskim blondynem" o wyrazie twarzy starego alkoholika, lecz jasnowłosym przystojniakiem z buzią podobną do pupci niemowlaka. Gościem, któremu bez problemu można zaufać i wierzyć, kibicować, czy wspierać nawet wtedy, kiedy dokonuje czynów haniebnych (a takich Ennis podczas swego runu w "Hellblazerze" zaserwował całkiem sporo). Przystojniakiem, który mówi, że jesteś jego najlepszym kumplem, po czym wbija ci nóż w plecy. Nie wartym ani krztyny sympatii, a jednak otrzymującym ją hurtowo. Plus dla Ennisa i Dillona za stworzenie zupełnie nowego bohatera.

Drugi plus za poruszanie się w tematyce społecznej. Twórcy komiksu skupili się na życiu osobistym Johna, jego miłostkach, poglądach politycznych i "podróżach wgłąb siebie". To orzeźwiające tło jest typową ennisowszczyzną; elementem, który autor wplatał w niemal każdy swój komiks, ale za który zaczął być doceniany właśnie mniej więcej od czasów "Hellblazera". Podczas pracy nad tym serialem widać, że obaj twórcy ostrzą pazury. Treść jest wnikliwa i czasem zahaczająca o bełkot. Wtóruje jej szczegółowy, upstrzony kreskami rysunek. Dopiero pod koniec swojej przygody z serialem Ennis zaczął konstruować zdania w bardziej zwięzły i konkretny sposób, a Dillon rysować prosto i szkicowo. Idealna współpraca między gośćmi, którzy zrobili razem niejeden komiks i znają się jak łyse konie.


Constantine jest londyńskim (choć z Liverpoolu), nałogowo palącym papierosy magiem. Ennis dał mu pobyć przede wszystkim Londyńczykiem i nałogowcem, magię zrzucając na dalszy plan. Ale trzeba przyznać, że kiedy mistyczne elementy już się pojawiały, prezentowane były przezeń znakomicie.
I w "Łajdaku" stanowią trzon opowieści, choć zepchnięte nieco na bok motywy społeczne bardzo sprawnie ów trzon wspierają. Ennis zdecydował się sięgnąć do komiksu, napisanego przez Jamiego Delano, zatytułowanego "Newcastle: A Taste of Things to Come" z jedenastego odcinka regularnej serii, w którym to John poznał imię jednego ze swoich wrogów - Nergala oraz nie zdołał uratować życia pewnej dziewczynki imieniem Astra, jednocześnie skazując ją na bycie demonem. Jej powrót i pakt z diabłem w celu zniszczenia Constantine'a - oto tematyka "Łajdaka u piekła bram". Dopełniona przez wątek miłosny (powrót Kit), przyjacielski (przypadkowe spotkanie i opieka nad byłą Johna, która obecnie jest dziwką - narkomanką) i rozrób na tle rasowym, będący kontynuacją tematyki z poprzednich tomów. Ennis prowadzi wszystkie te wątki płynnie - w taki sposób, by wieńczące komiks spotkanie Johna z Szatanem było odzwierciedleniem tytułu tomu. By łajdak wylądował u piekła bram.

Po odpowiedź na pytanie, czy można uniknąć konsekwencji pokazania Szatanowi środkowego palca i krzyknięcia w jego stronę "Up yours!" zapraszam na łamy albumu, który według mnie jest najciekawszym dokonaniem Ennisa w całej jego przygodzie z "Hellblazerem". Zachęcam również do rozsmakowania się w tym tytule, a tym samym wywołania w wydawcy chęci do wydania kolejnych - już nie-ennisowskich - tomów historii, która w Stanach ciągnie się do dziś.

"Hellblazer: Łajdak u piekła bram". Scenariusz: Garth Ennis. Rysunek: Steve Dillon. Kolory: Tom Ziuko i Danny Vozzo. Tłumaczenie: Paulina Braiter. Wydawca: Egmont 2010

niedziela, 25 lipca 2010

"Odległa dzielnica" - Taniguchi

Autor: Dominik Szcześniak

Mając niemal pięćdziesiątkę na karku, móc cofnąć się w czasie i z wiedzą, którą się posiada "wskoczyć" w siebie czternastoletniego - komu z nas tego rodzaju akcja nie przeszła przez myśl w pewnym momencie życia? Naprawić błędy młodości; zagadać do tej pięknej dziewczyny z ławki obok, przy której zawsze brakowało słów; dojść do sedna spraw, których - będąc gówniarzem - się nie rozumiało... to wszystko bierze na warsztat Jiro Taniguchi w rozliczeniowej "Odległej dzielnicy".

Podróż w czasie to dla bohatera opowieści objaw kaca. Kac jest powodem dla którego 48-letni Nakahara, mąż i ojciec, wsiada do nieodpowiedniego pociągu i trafia do dzielnicy, w której się wychował. Kac ciągnie go na wycieczkę krajoznawczą, która kończy się nad grobem matki. Kac - jego zdaniem - przenosi go w przeszłość i wciska psychikę dojrzałego gościa w ciało gimnazjalisty. Błogą nieświadomość sytuacji, w jakiej się znalazł weryfikuje dopiero następny poranek, kiedy budzi się w tym samym czternastoletnim ciele i zdaje sobie sprawę, że to jednak nie kac. Wówczas bohater zaczyna zadawać sobie pytania na temat historii jego rodziny, a motorem napędowym jego życia staje się dojście do prawdy. Osią komiksu staje się w tym momencie rozliczenie z przeszłością oraz paralela pomiędzy zachowaniem Nakahary i jego ojca.

Taniguchi z gracją wykorzystuje wszystkie chwyty, na jakie pozwala mu tego rodzaju fabuła. Nakahara z beztroskiego chłopca staje się dorosłym mężczyzną w ciele chłopca, który może sobie pozwolić na bycie beztroskim. Zadania z matmy rozwiązuje po mistrzowsku, a nabyta podczas rozmów z klientami umiejętność władania językiem angielskim, pozwala mu być najlepszym w klasie z tego przedmiotu. Problemem jest dla niego jedynie fakt, iż wie, kiedy jego matka umrze i kiedy ojciec odejdzie od rodziny. No, może jeszcze przeświadczenie, że ma dobrą głowę do picia.


Ta gracja - będąca zresztą wizytówką japońskiego twórcy, znanego z niespiesznego, szczegółowego tkania świata przedstawionego - świetnie współgra z momentami, kiedy akcja zostaje zawieszona pytaniami w rodzaju: Czy rzeczywiście "co się stało to się nie odstanie"? Czy można zmienić przeszłość? Jakie konsekwencje będą miały te zmiany? Taniguchi potęgując wymowę tych pytań momentami sprawia wrażenie, jakby na siłę chciał utrudnić sobie sprawę, zapędzając się w kozi róg. Ostatecznie jednak, rozwiązania fabularne jakie stosuje, są w pełni satysfakcjonujące.


Być może dzieje się tak dlatego, iż ową podróż w czasie można tak naprawdę rozpatrywać w kategoriach podróży wgłąb siebie. Fantastyczna wizja powrotu do przeszłości staje się wówczas dla bohatera metaforyczną autoterapią, mającą na celu naprawienie własnego życia w oparciu o błędy ojca.

Komiks Taniguchiego jest przepięknie prosty. Jest złotym środkiem pomiędzy marzeniem o powrocie do utraconych lat dzieciństwa z wiedzą naprawczą, jaką posiadamy dzisiaj a rozliczeniem się z własnym życiem za pomocą wiedzy, którą może nam uświadomić tylko psychika dziecka. "Odległa dzielnica" jest również technicznym majstersztykiem i jednym z najlepszych albumów Taniguchiego, wydanym do tej pory w Polsce.

"Odległa dzielnica". Scenariusz i rysunki: Jiro Taniguchi. Tłumaczenie: Radosław Bolałek. Wydawca: Hanami 2010

sobota, 24 lipca 2010

"Siedem tygodni" - Misiak

Autor: Dominik Szcześniak

January N. Misiak dl
a młodego czytelnika niekoniecznie jest postacią łatwą do zidentyfikowania. Tym, którzy interesują się tematem komiksu polskiego od lat, nazwisko twórcy powinno powiedzieć całkiem sporo: świetne występy w "AQQ", epizod w "Świecie komiksu" oraz szereg wystaw w kraju i na świecie to (między innymi) dotychczasowy dorobek szczecińskiego twórcy. Jego pełnometrażowym debiutem jest wydany niedawno album "Siedem tygodni", który tylko na pozór jest zwyczajnym zbiorem pasków komiksowych.

O współczesnym everymanie powiedziano już wiele - czy to w polskim komiksie, aspirującym do bycia "obyczajowym", czy też w kinie. Misiak, dzięki wstawkom autobiograficznym, wytwarza przekaz bardzo szczery i podaje go czytelnikowi w niekonwencjonalnej formie. Jego bohater, January, to rysownik komiksów, ojciec, syn, mąż, pacjent... długo można by wymieniać jego funkcje społeczne. January przez 60 plansz komiksu dziwi się światu i ludzkim zachowaniom, wygłasza pełne patosu monologi na kozetce, walczy z potworami, będącymi personifikacją koszmarów dzisiejszych trzydziestolatków i użera się z lekceważącym traktowaniem wykonywanego przezeń zawodu. Misiak, opisując wszystkie sytuacje, jakie Januarego spotykają, czasem błyśnie dowcipem, czasem walnie życiową prawdą między oczy, niczym Koterski w "Dniu świra", a czasem - wydawałoby się - ucieknie w rejony kompletnie bezbarwne. No właśnie. "Wydawałoby się". Bo tak naprawdę "Siedem tygodni" jest skonstruowany fenomenalnie i każdy element, jaki składa się na ten komiks zdaje się być kompletnie przemyślany.


Błędem jest o komiksie Misiaka mówić w kategorii "zbioru pasków/ stripów". To raczej rasowy, pełnokrwisty komiks obyczajowy, w którym akcja biegnie od pierwszej do ostatniej strony; który posiada początek, rozwinięcie i zakończenie; i w którym - bonusowo - mamy możliwość manipulacji kolejnością stron, bez utraty przekazu. Zresztą, sam autor skompilował plansze w taki sposób, by równe ich ilości składały się na kolejne z tytułowych siedmiu tygodni.

Misiak zastosował tu graficzny minimal. Małe, charakterystycznie rysowane ludziki rozmawiają dużą czcionką, a ich poczynania nie są ujęte w ramy kadru komiksowego. Bardzo blisko tej stylistyce do grepsów Andrzeja Śmieciuszewskiego - również przez wzgląd na skłonność do pure-nonsensowych puent. Jak więc widać, jest to forma przystająca idealnie do treści.

"Siedem tygodni" to komiks dojrzały. I choć jego lektura nie trwa zbyt długo, warto do niego wracać niezależnie od tego, czy z głównym bohaterem się utożsamiamy, czy nie. Osobiście stawiam go wśród najważniejszych polskich premier roku. Za wspomnianą już dojrzałość, ożywcze podejście do komiksu oraz wywołujący salwy śmiechu dystans do komiksowej roboty.

"Siedem tygodni". Autor: January N. Misiak. Wydawca: kultura gniewu 2010

piątek, 23 lipca 2010

Czas na komiks

Autor: Dominik Szcześniak

Biuro Wystaw Artystycznych w Jeleniej Górze zaprasza na kolejną wystawę. Po "Elemencie chaosu" Jakuba Rebelki, nadszedł... "CZAS NA KOMIKS", czyli wystawę prezentującą dokonania dziesięciu polskich komiksiarzy. Tak, jak wszystkim pozytywnym wydarzeniom, tak i temu patronujemy.

W wystawie udział wezmą: Olaf Ciszak, Jacek Frąś, Krzysz
tof Gawronkiewicz, Adrian Madej, Krzysztof Ostrowski, Maciej Sieńczyk, Aleksandra Spanowicz, Benedykt Szneider, Jakub Rebelka, Przemysław Truściński. Wernisaż odbędzie się w piątek, 6 sierpnia o godzinie 18.00, a sama wystawa, której kuratorem jest Piotr Machłajewski będzie czynna do 31 sierpnia 2010 r. Poniżej znajdziecie oficjalne informacje na jej temat oraz sylwetki autorów.

"Czas na komiks" - Wystawa współczesnego komiksu polskiego, przegląd dokon
ań wybitnych rysowników działających w obszarze „komiksu realistycznego”. Zaproszeni do projektu artyści tworzą komiksy wysublimowane graficznie i narracyjnie, przełamują schematy fabularne, przebudowują język komiksu i przemycają do medium przeznaczonego dla masowego odbiorcy „treści artystyczne”. Ekspozycja posłuży jako ilustracja, przyczynek do analizy, procesów zachodzących podczas umasawiania kultury, przenoszenia wzorców i technik gatunkowych z marginesów do głównego nurtu. Na wystawie zaprezentowane zostaną najnowsze komiksy zaproszonych artystów, pokażemy także wybór prac z lat ubiegłych. Eksponowane będą oryginalne plansze – szczególnie atrakcyjne wizualnie materiały przygotowywane do druku. Wśród prac pokazywanych na wystawie znajdą się komiksy dyplomowe Olafa Ciszaka, „Autobiografia” Jacka Frąsia, wybór z komiksów „Mikropolis”, „Romantyzm”, „Achtung Zelig!” Krzysztofa Gawronkiewicza, „Demokracja” i „Adi” Adriana Madeja, komiksy Krzysztofa Ostrowskiego (m.in. „Plastelina”), Macieja Sieńczyka („Wrzątkun”, „Włochate kolosy”) i Aleksandry Spanowicz („Dekameron”, fragmenty „Butów”), najnowsze prace Jakuba Rebelki („Zakonnice Zombie”) oraz Benedykta Szneidera („Diefenbach”), zaprezentujemy również wybór z prac Przemysława Truścińskiego (m.in. „Piekło”, „Wiedźmin”, „Z przyczyn społecznych”).

W wystawie udział wezmą:


Olaf Ciszak (ur. 1977) absolwent jeleniogórskiego Liceum Plastycznego oraz WSP w Zielonej Górze. Grafik, twórca komiksów, storyboardów i animacji. Autor serii komiksów pt. „Karsten Stororz” (m.in. „Urban Chaos”) oraz „Świat Stororza”.



Jacek Frąś
(ur. 1977) absolwent Wydziału Grafiki i Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, studiował malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W 2001 roku zdobył - jako jedyny Polak - prestiżową nagrodę Prix Alph-Art Jeunes Talents na festiwalu komiksów w Angouleme (Francja). Zdobywca Grand Prix MFKiG w roku 2009 (wraz z Grzegorzem Januszem).



Krzysztof Gawronkiewicz
(ur. 1969) absolwent warszawskiego Liceum Plastycznego, studiował na ASP w Warszawie (Wydział Architektury Wnętrz, Wydział Grafiki). Twórca komiksów: „Mikropolis” (cykl), „Tabula Rasa” (wraz z Dennisem Wojdą), „Achtung Zelig” (wraz z Krystianem Rosińskim) oraz „Przebiegłe dochodzenie Ottona i Watsona”(wraz z Grzegorzem Januszem, seria przygotowana na zamówienie francuskiego wydawnictwa Glénat po zwycięstwie w pierwszej edycji Europejskiego Konkursu Komiksowego). Zdobywca Grand Prix OKTK w roku 1992 i 2000.


Adrian Madej (ur. 1977) absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi. Wielokrotnie nagradzany (m.in. Grand Prix OKTK w roku 1997 oraz Grand Prix MFK w roku 2006), twórca komiksów takich jak „Leszczu” oraz „Misja”.


Krzysztof Ostrowski
(ur. 1976) absolwent Wydziału Projektowania Ubioru Łódzkiej ASP. Wokalista i współautor teksów zespołu Cool Kids of Death. Tworzy komiksy („Pantofel panny Hofmokl”, „Plastelina”) filmy animowane, teledyski (nagroda specjalna na Yach Film Festiwal 2002) oraz ilustracje do gazet, książek i płyt. Zdobywca Grand Prix OKTK w roku 2001 (wraz z Dennisem Wojdą).


Jakub Rebelka
(ur. 1981) studiował na Akademii Multimedialnej i ASP w Gdańsku (dyplom w pracowni prof. Teresy Myszkin), malarz, grafik, rysownik komiksów. Twórca bardzo rozbudowanych graficznie komiksów (m.in. „Doktor Bryan”, „Ester i Klemens”, ”Dick4Dick”, „Oskar”). Zdobywca pierwszego miejsca w konkursie na OKTK w roku 2000 (wraz z Benedyktem Szneiderem).



Maciej Sieńczyk
(ur. 1972) rysownik, ilustrator, twórca komiksów związany z miesięcznikiem „Lampa” oraz warszawską galerią Raster. Zilustrował m.in. trzy książki Doroty Masłowskiej, „Filtry” Adama Wiedemanna i wznowienie „Lubiewa” Michała Witkowskiego. Autor albumów komiksowych: „Hydriola” oraz „Wrzątkun”.



Aleksandra Spanowicz (ur. 1966) absolwentka gdyńskiego Liceum Sztuk Plastycznych oraz Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu (Wydział Malarstwa, Grafiki i Rzeźby). Autorka komiksów, okładek oraz ilustracje do książek. Laureatka Grand Prix OKTK w roku 1994.


Benedykt Szneider
(ur. 1982) studiował na ASP w Łodzi, grafik, rysownik, twórca komiksow (mi.in. „Diefenbach”, „Hildskjalf”). Zdobywca pierwszego miejsca w konkursie na OKTK w roku 1999 i 2000 (wraz z Jakubem Rebelką).


Przemysław Truściński
(ur. 1970) studiował na WSP w Łodzi, jest współzałożycielem stowarzyszenia „Contur”, a także wieloletnim współorganizatorem OKTK w Łodzi. Autor licznych komiksów opartych na eksperymentach formalnych (kolaż, fotografia). Twórca projektu graficznego gry komputerowej „Wiedźmin”. Zdobywca Grand Prix OKTK w roku 1993.



Opracowanie graficzne wystawy: Tomasz Płonka

Wystawę zrealizowano przy pomocy finansowej Miasta Jelenia Góra, we współpracy z BWA Zielona Góra oraz BWA Studio Wrocław.


Wydawca katalogu: timof i cisi wspólnicy. Współwydawcy: BWA Jelenia Góra, BWA Zielona Góra, BWA Studio Wrocław.


Patronat medialny: Biuro, Format, Lampa, Ziniol, Nowiny Jeleniogórskie.


Biuro Wystaw Artystycznych
ul. Długa 1
58-500 Jelenia Góra

075 / 752 6669

www.galeria-bwa.karkonosze.com

galeria-bwa@krakonosze.com


Ilustracje:
1. Plakat wystawy,

2. Olaf Ciszak - Altarie,

3. Jacek Frąś - Autobiografia,

4. Krzysztof Gawronkiewicz - 1969,

5. Adrian Madej, Grzegorz Janusz - DNA,

6. Krzysztof Ostrowski,

7. Jakub Rebelka - Zakonnice Zombie,

8. Maciej Sieńczyk - Wrzątkun,

9. Aleksandra Spanowicz - Dekameron,

10. Benedykt Szneider - Disintegrator

11. Przemysław Truściński, Tomasz Kołodziejczak - Z przyczyn społecznych

sobota, 3 lipca 2010

Fotorelacja z BFK

Autor: Wojciech Stefaniec i Dominik Szcześniak

Bałtycki Festiwal Komiksu za nami. Zapraszamy na fotorelację z tego wydarzenia, wykonaną przez współpracownika "Ziniola", Wojciecha Stefańca. Wydarzenia przedstawione na zdjęciach rozpoczynają się od godziny (mniej więcej) 00:30 w piątek...


Poruszenie wśród klientów Buffetu spowodowane plotką, że na sali jakaś kobieta zaczęła robić striptiz.


Bitwy komiksowe - Tomasz Mering vs Olga Wróbel


Z cyklu "Uczestnicy bitew komiksowych": Olga Wróbel

Z cyklu "Uczestnicy bitew komiksowych": Piotr "Jaszczu" Nowacki


Z cyklu "Uczestnicy bitew komiksowych": Rutu Modan

Impreza BFK - od początku do końca poza murami klubu Odlot. Nikt nie chciał narazić się chłopcom z miasta, większym od słonia. Daniel jak zwykle bez skrępowania rozdawał rysografy (autografy rysunkowe), obok KRL i Bizon.

Marcin "Kolec" Podolec - współautor debiutującego na BFK albumu "Kapitan Sheer"


Niedziela, 10 rano. Daniel Chmielewski w żywiole pedagogicznym. Prelekcje na temat: "Komiksowa interpretacja wiersza" (częśc teoretyczna).


Uczniowie Daniela Chmielewskiego podczas warsztatów "Komiksowa interpretacja wiersza".


Komiksowa interpretacja wiersza - Daniel Chmielewski


Warsztaty dla dzieci - Olga Wróbel


Olga Wróbel i Kolec - warsztaty dla dzieci i młodzieży.



Daniel Chmielewski podsumowuje prace swoich uczniów.


Arkadiusz Klimek



Tomasz "Asu" Pastuszka podczas wykładów "Wydaj
się sam", czyli wszystko co trzeba wiedzieć o biznesie komisowym.


Asu był przygotowany do wykładów doskonale. Jak zawsze.